Categories Artykuły

Za miskę ryżu, czyli co z Tobą Polsko nie tak

<godne zarobki, felieton>

Niedawno (piszę to 14.11.2019) dało się zauważyć wielkie oburzenie organizacji liberalnych i pracodawców w związku z pomysłem rządowym dotyczącym podniesienia minimalnego wynagrodzenia do 4000 brutto jak deklaruje nasz aktualny wódz naczelny. Tutaj artykuł o tym (money.pl):

Źródło – LINK……….

Bez względu na moją sympatię lub jej brak do obozu rządzącego uważam ten pomysł za słuszny. Oczywiście mam pełną świadomość, że część osób się z tym nie zgadza i mam świadomość dlaczego. W dalszej części artykułu wytłumaczę dlaczego uważam ten pomysł za dobry. Artykuł będzie krótki, zwięzły i konkretny.

Ludzie w Polsce zarabiają w ujęciu ogólnym bardzo źle. Bardzo wiele osób zarabia poniżej realnego minimum potrzebnego na przetrwanie miesiąca od wypłaty do wypłaty. Na przestrzeni ostatnich lat przybyło w Polsce ludzi pracujących, ale ludzi jednocześnie biednych. Widoczna jest pauperyzacja społeczeństwa w tym ludzi, którzy pracują, a to jest zjawisko bardzo niebezpieczne i niepokojące. Ludzie muszą kombinować, żeby przetrwać. Z tego powodu ci co mogą pracują na półtora etatu lub czasami na dwa etaty, tym samym zabierając pracę osobom, które nie mają jej wcale. W zdrowej strukturze społecznej osoba pracująca w pełnym wymiarze czasu powinna spokojnie się utrzymać, a także gromadzić oszczędności. Tymczasem w Polsce wielu ludzi zarabia tak mało, że nie ma żadnych oszczędności i „buja się” od pierwszego do pierwszego. 34% Polaków zarabia zaledwie między 2000-3000 zł netto, a aż 19% mniej niż 2000 zł netto. Daje to łącznie 53% ludzi pracujących w Polsce żyjących w biedzie lub na granicy biedy. 17% ludzi pracujących nie ma żadnych oszczędności. Kolejne 19% ludzi nie przeżyłoby z oszczędności jednego miesiąca. Tak niskie stawki są często oferowane także specjalistom, którzy muszą mieć skończone studia i odpowiednie kwalifikacje do podjęcia danego stanowiska. W związku z powyższym uważam mit o rynku pracownika w Polsce Anno Domini 2019 za mit wyjątkowo bezczelny i szkodliwy społecznie. Na portalu Linkedin ten mit był wielokrotnie głoszony. To skłania ku poważnej refleksji odnośnie realnej wiedzy na temat rynku pracy osób powtarzających takie banialuki. Tutaj artykuł o tym (businessinsider):

Źródło – LINK……….

Koszty życia, a właściwie należałoby użyć określenia „przeżycia” są często wyższe, niż pensja jaką oferują pracodawcy. Niestety wielu pracodawców buduje swoje biznesy na ludzkim nieszczęściu płacąc ludziom stawki niegodne. Nie ma sensu sugerować się tu tak zwaną najniższą krajową, ponieważ jej wyliczanie w Polsce jest całkowicie odrealnione w stosunku do faktycznych kosztów życia, szczególnie w dużych miastach. Upraszczając i opierając się na własnym przykładzie mi często oferowano pensje rzędu 2500 zł netto w sytuacji gdy musiałbym się relokować do innego miasta na przykład do Gdańska. Wynajęcie kawalerki to koszt mniej więcej 1500 zł plus opłaty. Jestem osobą dojrzałą, więc niekoniecznie mam ochotę mieszkać „jak student” na gratach i walizkach wynajmując pokój i mieszkać z kilkoma osobami w jednym mieszkaniu. Uważam, że to nie jest normalne w przypadku dorosłych i dojrzałych ludzi. Zostaje mi zatem w tym wypadku około 700 zł (po odliczeniu kosztów czynszu). Na jedzenie wydam minimum 500 zł. Zostaje 200 zł, za które musiałbym nie wiem co, bo to już na nic nie starczy. Opłacę telefon i internet zostaje 100 zł. To za mało, żeby kupić ubrania. To za mało, żeby utrzymać samochód. W przypadku choroby to za mało, żeby móc się leczyć. To za mało, żeby móc mieć i utrzymać rodzinę. To za mało, żeby cokolwiek oszczędzać. To za mało, żeby cokolwiek. To jest współczesne niewolnictwo.

W starożytnym Rzymie niewolnik miał często lepsze warunki egzystencji, ponieważ jego właściciel był zobowiązany do zapewnienia mu wszystkich dóbr także na starość. Nie każdy z Was wie, że niewolnictwo było mocno zróżnicowane i wielu niewolników żyło w dostatku i pełniło poważne funkcje np: byli skrybami, księgowymi lub zarządzali majątkami swoich panów. Ale to tylko taka ciekawostka historyczna, powracamy do Polski współczesnej. No właśnie powracamy i co … i udajemy, że wszystko jest ok. Polacy zostali tak jakby wytresowani do tego, żeby zarabiać mało, stało się to ich nawykiem, codziennością, wielu ludzi pogodziło się z tym. Niewielka część społeczeństwa żyje w dostatku, reszta żyje na granicy przetrwania lub nawet poniżej granicy ubóstwa. Dlatego tak wielu Polaków na przestrzeni lat uciekło za chlebem za granicę. Dlatego w Polsce nie ma rynku pracownika. Dlatego w Polsce jest niska wydajność pracy, bo ludziom nie chce się dobrze pracować za marne pieniądze, które dość często nie starczą na nic. Z tego samego powodu jest duża rotacja w firmach, bo ludzie zmieniają pracę nawet, gdy ktoś zaoferuje im 100 zł więcej. A nowy pracownik to nowe koszty. Rotacje kosztują. Czasami bardzo słono.

Napawa mnie to olbrzymim zdziwieniem, że spora część pracodawców tego nie rozumie. Chyba polscy pracodawcy przesadnie przyzwyczaili się do tego, że mają dostęp do taniej siły roboczej i to na barkach tych ludzi wznoszą swój „sukces”. Na Ukraińców już nie liczcie, oni właśnie pomału znikają z Polski. Jak łatwo się domyślić ma to też fatalny wpływ na wizerunek społeczny takich biznesów i na Employer Branding takich firm. Przez to takie firmy mają coraz większy problem z rekrutacją nowych ludzi do pracy, bo świadomość społeczna rośnie, a granice są otwarte. Coraz więcej ludzi nie chce pracować w takich firmach. Czasami zastanawiam się, czy my żyjemy w XXI wieku, czy w wieku XIX? Miewam poważne wątpliwości. Pracodawco jeśli nie stać Cię, żeby godziwie płacić swojemu pracownikowi, to znaczy, że nie stać Cię na prowadzenie biznesu. Zdarza się, że tacy pracodawcy uważają się za patriotów. Gdy wyzyskujesz swojego rodaka, to nie jesteś patriotą. W takiej sytuacji jesteś zwykłym szmalcownikiem.

Na koniec mały apel do pracowników i kandydatów szukających pracy. Ja rozumiem doskonale, że wielu z Was jest w trudnej sytuacji, a to wymusza branie tego co jest (na tym żerują wyzyskiwacze), jednak godząc się na bardzo niskie zarobki w dalszej perspektywie robicie krzywdę sami sobie oraz innym ludziom szukającym pracy. Przeczytałem jakiś czas temu post na Linkedin mówiący o tym, że kobiety nie negocjują stawek. Szanowne Panie zacznijcie negocjować stawki. Rynek pracy nie ma płci i jest dobrem wspólnym. Dbajmy o niego razem.

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ