Seksualizacja w komunikacji biznesowej: przypadek czy strategia?
Linkedin lubi mówić o sobie, że jest platformą „profesjonalną”. W teorii: biznes, kariera, kompetencje, przywództwo, rozwój. W praktyce: arena walki o uwagę, zasięgi i rozpoznawalność. A tam, gdzie zaczyna się attention economy, prędzej czy później pojawia się seks, nawet jeśli nikt nie nazywa go po „imieniu”. Nie chodzi wyłącznie o nagie ciało, czy dosłowność. Częściej o sugestię, podtekst, estetykę, narrację opartą na seksualnym napięciu. O świadome granie na biologii i psychologii odbiorcy.
I o pytanie: czy to jeszcze komunikacja biznesowa, czy już jej instrumentalizacja?
To nie jest przypadek. Seksualizacja treści w komunikacji biznesowej, także na Linkedin jest zwykłym narzędziem. Jednym z najstarszych i najskuteczniejszych, bo opartym na atawizmach. Ludzki mózg reaguje na bodźce seksualne szybciej, niż na racjonalne argumenty. Seks uruchamia układ nagrody, podnosi poziom dopaminy, przyciąga uwagę, skraca dystans. To klasyczna socjotechnika oparta na warunkowaniu emocjonalnym: „zatrzymaj się”, „spójrz”, „zareaguj”.
W praktyce jest to połączenie:
– efektu nowości (naruszenie normy w „zawodowej” przestrzeni)
– prowokacji poznawczej (dysonans: „to LinkedIn, a nie Instagram”)
– seksualnego primingu (podświadomego uruchamiania skojarzeń)
Dla niektórych twórców (głównie kobiet), to świadomy element strategii marki osobistej. Prowokacja działa, bo algorytmy premiują zaangażowanie, a odbiorcy reagują emocjonalnie szybciej, niż merytorycznie. Seks, nawet ten bardzo subtelny jest skrótem do przyciągnięcia uwagi.
Linkedin jako przestrzeń zawodowa. Gdzie zaczynają się niejasności?
Problem polega na tym, że Linkedin nie jest jednolitą przestrzenią kulturową (a niektórym tak się wydaje). Dla części użytkowników takie treści są atrakcyjne, wyzwalają endorfiny, są „odświeżające”, „ludzkie”, przełamują sztywność korporacyjnej nudnej narracji. W świecie wypolerowanych postów i generycznych porad „jak być liderem” cielesność bywa postrzegana jako autentyczność lub ucieczka ze świata korporacyjnego zamordyzmu.
Ale jest też druga strona. Dla wielu osób seksualizacja w tym kontekście narusza granice dobrego smaku, formalności i profesjonalizmu. Linkedin bywa przestrzenią zawodową, w której różne osoby chcą funkcjonować bez oceny wyglądu, płciowej atrakcyjności, czy sugestii erotycznych.
Dochodzi tu jeszcze jeden aspekt: z jednej strony wiele kobiet walczy z molestowaniem i uprzedmiotowieniem w pracy, z drugiej przekraczanie granic w komunikacji może prowokować osoby o skłonnościach socjopatycznych, narcystycznych, czy przemocowych. Seksualne sygnały w „bezpiecznej” przestrzeni zawodowej bywają dla nich zaproszeniem, nawet jeśli intencją autorki/autora było coś zupełnie innego. Więc takie zabawy niosą pewne ryzyka.

Czy „sex appeal” sprzedaje się w biznesie B2B?
Tak, sprzedaje się. Także w B2B.
Nie dlatego, że klienci B2B są mniej racjonalni, ale dlatego, że są ludźmi. Seks jest jednym z głównych motorów napędowych ludzkiej aktywności, obok jedzenia, bezpieczeństwa i statusu. Przenika marketing, politykę, kulturę, a także biznes.
Sex appeal w B2B działa:
– zwiększa zapamiętywalność marki osobistej
– skraca drogę do rozpoznawalności
– buduje silne emocjonalne skojarzenia
Widzieliśmy kariery influencerów, trenerów, konsultantów, czy mówców, które urosły dzięki wyraźnej seksualizacji wizerunku. Ale to także pułapka. Seksualizacja może przykleić etykietę, którą trudno jest potem odkleić. Może spłycić przekaz, ograniczyć wiarygodność ekspercką i sprawić, że autor będzie postrzegany bardziej jako bodziec, niż jako kompetencja. W dłuższej perspektywie bywa to strategia, która zamyka więcej drzwi, niż otwiera.
Kobiecość i męskość w narracji marki osobistej.
Żyjemy w paradoksalnych czasach. Z jednej strony (szczególnie w środowiskach urzędniczo-korporacyjnych) seksualność na stopie zawodowej jest silnie cenzurowana, a neutralność płciowa bywa wręcz wymogiem. W zasadzie wymogiem staje się często nawet bezpłciowość. Z drugiej strony świat wokół nas ocieka lepkim i gęstym sosem z seksu. Seks sprzedaje wszystko: jedzenie, środki czystości, leki, samochody, broń. Jest jednym z najlepiej monetyzowanych „produktów” kultury. Tak wiem, feministki będą teraz ze złości rzucać piorunami, ale to dalej nic nie zmienia.
To, co jednych razi, innych przyciąga. Mechanizm jest prosty: różne grupy społeczne mają różne normy, doświadczenia i wrażliwości. Dla jednych seksualność to zagrożenie, dla innych źródło mocy. Dla jednych przekroczenie granicy, dla innych jej świadome przesunięcie. Marka osobista zawsze działa w napięciu między tymi biegunami. Nie da się komunikować w sposób, który wszystkim się spodoba.
Granice flirtu i dobrego smaku.
Je ciężko sztucznie ustalić, bo każdy ma je w zasadzie inne. W końcu w „zwykłej pracy” ludzie też poznają się, flirtują, zakochują, a nawet uprawiają seks. To, co dla jednych jest szansą, dla innych jest problemem. Granice flirtu są skrajnie subiektywne. Każdy ma inne doświadczenia, inne wyczucie smaku i inne traumy. Co więcej, na różnych platformach internetowych ludzie mają „uruchomioną” inną wrażliwość. To, co na Instagramie jest normą, na Linkedin bywa odbierane jako nadużycie. Ale to nie zmienia faktu, że Linkedin mimo etykiety „portal zawodowy” jest miejscem, gdzie flirt i relacje prywatne są codziennością. Ludzie się poznają, flirtują, spotykają, a nawet wchodzą w relacje. Platforma nie wyłącza ludzkiej natury – tylko dlatego, że jakiemuś purytaninowi tak się wydaje. Problem pojawia się wtedy, gdy granice nie są czytelne, albo gdy komunikacja ignoruje konsekwencje dla odbiorców, którzy przyszli tam po coś innego, niż emocjonalna prowokacja, czy flirt.
Rekapitulując…
Seks na Linkedin nie jest anomalią. Jest logiczną konsekwencją attention economy i ludzkiej biologii. Seksualizacja może być skutecznym narzędziem budowania zasięgów i rozpoznawalności, ale niesie ze sobą realne ryzyka: etyczne, wizerunkowe i społeczne. Nie chodzi o moralizowanie. Chodzi o świadomość. O intencję, kontekst i odpowiedzialność. Bo każda strategia, która działa na poziomie instynktów, działa też poza pełną kontrolą.
Ciekawostki i źródła:
Reichert, T., & Lambiase, J. (2003) – Sex in Advertising: Perspectives on the Erotic Appeal – analiza wpływu seksualnych bodźców na uwagę i zapamiętywanie treści.
Fredrickson, B. L., & Roberts, T. A. (1997) – Objectification Theory – badanie psychologicznych skutków uprzedmiotowienia w mediach.
Hatton, E., & Trautner, M. N. (2011) – Equal Opportunity Objectification? – analiza różnic płciowych w seksualizacji przekazów medialnych.
Marka osobista. To też przeczytaj.
LINK:
https://dobryhr.eu/personal-branding-marka-osobista-na-linkedin-zrob-ja-dobrze/
Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.
LINK:
Zapraszam do kontaktu.


