Categories Artykuły

Rekrutuj dobrze. Nie tak jak oni. Przykłady

Wydawać by się mogło, że o rekrutacji napisano już chyba wszystko.
Zagadnienie zostało zmęczone i zmielone na wszystkie możliwe sposoby.
Temat w teorii wydaje się być dosyć prosty, dosyć liniowy, taki jak smażenie kotleta schabowego.
Wielkiej filozofii tu nie ma. Jak dobrze i jak źle to robić prawie każdy już wie… no i każdy myśli, że robi to dobrze. Ilość treści w internecie na ten temat jest prawie tak wielka, jak na temat łowienia ryb, czy gotowania.
Tylko, ze w praktyce dalej nic to nie zmienia.
Dlatego w artykule tym podam 3 przykłady wadliwych procesów rekrutacyjnych.
Nie żeby szkolić, nie żeby uczyć, tylko żeby wyczulić, zasygnalizować, pokazać wadliwy konkret.
Nie będę pisał kolejnego poradnika, o tym „jak dobrze rekrutować”, bo to nie ma większego sensu.

Dyskusje na temat różnych rekrutacji prowadzę na Linkedin od kilku lat, z reguły kilka tygodniowo, czyli niemało. Piszą do mnie ludzie zdziwieni tym, czego doświadczają. Jedni piszą, by się z tego pośmiać i rozładować emocje, jeszcze inni szukają u mnie zrozumienia i wskazówek. Choć w przypadku „zaburzeń rekrutacyjnych” o lekarstwo niełatwo, bo często to choroba raczej nieuleczalna.
Sami zaraz zobaczycie dlaczego.

Zaprezentuję Wam trzy różne i prawdziwe przypadki wadliwych procesów rekrutacyjnych.
Wszystkie wydarzyły się naprawdę i są z 2023 roku.
Niestety muszę pisać ogólnikami bez podawania większych szczegółów, żeby osoby, które do mnie napisały były bezpieczne i żeby nie naruszać zasad korespondencji prywatnej. Przypadek trzeci dotyczy mnie, tego doświadczyłem osobiście.

Wątek NUMER 1 dotyczy pewnej firmy, która zajmuje się między innymi rekrutacją ludzi do marketingu i sprzedaży. Pewna Pani rekrutująca w tej firmie na stanowiska marketingowe odrzuca na starcie marketingowców z dużym i interdyscyplinarnym doświadczeniem.
Powiecie, że to dziwne jak jedzenie jajek z powidłami lub jak picie ciepłej wódki.

No cóż, owa Pani jest po prostu wróżbitką i ma swoje twarde przekonania.
Powiecie… nic nowego, w końcu wielu rekruterów tak ma.
Ja wtedy odpowiem Wam… no właśnie, tak ma.
Z siłą wodospadu jaki powstaje przy odlewaniu ziemniaczków wróćmy jednak do tematu przewodniego.
Wspomniana Pani rekruterka na marketingu jakoś specjalnie się nie zna.
Ale nie zaprasza do rozmów rekrutacyjnych kandydatów z krótkimi okresami pracy w jednej firmie takimi jak 1 rok lub 2 lata. Takie ma przekonania.
Pani nie rozumie, że w marketingu częste zmiany zatrudnienia to codzienność i niekoniecznie z winy pracownika lub z jakiejkolwiek winy w ogóle.
Po prostu w marketingu to nic dziwnego.
Ale dla tej Pani oznacza to, że taka osoba powinna założyć swoją firmę (*pomijając fakt, że takie osoby mają często swoje JDG od dawna).
Rzeczy, których owa rekruterka nie rozumie jest jeszcze więcej, ale nie będę się o tym rozpisywał.
Problem polega na tym, że ta Pani nie zapyta, nie spróbuje się dowiedzieć, jest zamknięta mentalnie i okopana w swoich przekonaniach.
Łatwo się domyślić, że freelancerzy są przez tego typu pato-rekruterkę oczywiście też skazani są na śmierć zawodową. W ten sposób kandydaci ze świetnymi kompetencjami w ogóle nie docierają do klienta – czyli do pracodawcy. Bo nie są w ogóle dopuszczani do procesu rekrutacyjnego.

Wątek NUMER 2 dotyczy rekrutacji prowadzonej przy użyciu sztucznej inteligencji. Pewien znajomy z sieci, analityk z bogatym doświadczeniem zawodowym obserwował rekrutację swojego kolegi, który został odrzucony przez system rekrutacyjny AI.
Z ciekawości postanowił sam zaaplikować na stanowisko, które piastuje od wielu wielu lat, w którym jest wysokiej klasy specjalistą.
Zgadnijcie co się stało.
AI odrzuciła jego kandydaturę, wyeliminowała go z rekrutacji.
Co więcej AI zasugerowało temu specjaliście pracę w innym obszarze, w którym de facto ma mniejsze doświadczenie.
Co więcej firma ta ma olbrzymią ilość nieobsadzonych stanowisk i nie może znaleźć kandydatów.
Łatwo się domyślić, dlaczego nie może ich znaleźć.
Ktoś stworzył źle działający system.
I ktoś wziął za to pieniądze.

Wątku NUMER 3 posmakowałem osobiście.
A co mi tam, napiszę też coś o swoich doświadczeniach.
Jakiś czas temu brałem udział w rekrutacji do tradycyjnych mediów, a dokładniej do pewnego oddziału regionalnego radia ogólnopolskiego.
W trakcie tej rekrutacji dowiedziałem się, że jestem za stary, by zostać dziennikarzem radiowym. Dowiedziałem się tego od dziennikarza radiowego starszego ode mnie o dobre 10 lat. Mimo, że mój wiek rekrutującemu Panu nie pasował i tak zaprosił mnie na rekrutację, na którą poszedłem, choć od samego początku czułem tam swąd przeterminowanej wędzonej makreli.
Sama rekrutacja była rekrutacją zbiorową, taki gang bang, wielu kandydatów umówionych na tę samą godzinę kiszących się razem w holu przy wodzie mineralnej i słonych paluszkach.
Nie zapomnę pewnej Pani kandydatki, która po wyjściu z rozmowy miała chyba atak nerwicy, cała się trzęsła i te trzęsiawki zapijała łapczywie kawą… to było nawet zabawne.
Rzekłem wtedy do tej niewiasty „Pani już tej kawy nie pije, bo trzeba będzie dzwonić na pogotowie”.
To co teraz spodoba Wam się… w trakcie tej rekrutacji od Panów rekrutujących dowiedziałem się, że dziennikarze chorują na depresję i są nierzadko alkoholikami, taki to stres.
Panom mnie rekrutujących odpowiedziałem, że wiem to, i że ten etap mam już za sobą.
Wtrącę jeszcze, że pytania o mój wiek miały miejsce już w trakcie pierwszej rozmowy telefonicznej.
Na koniec, gdy dostałem telefonicznie informację odmowną przekornie zapytałem, czy to nie była przypadkiem dyskryminacja ze względu na wiek. Pan rekrutujący powiedział, że wiek miał drugorzędne znaczenie. No i wpadła śliwka w kompot, czyli jednak miał.

Wątek numer 1,2,3  to przykłady niefajnych rekrutacji, które dzieją się w Polsce każdego dnia.
To nie są przypadki odosobnione.
Wybrałem te trzy, bo są z moich obserwacji powtarzalne, dość częste.

1 – wadliwe przekonania, błędy atrybucji u rekrutera
2 – wadliwy system, wadliwy software rekrutacyjny
3 – osoby dyskryminujące ze względu na wiek (lub z innego powodu)

Jakie z tego wnioski?
Że rekrutacje w Polsce to dalej dzicz i wolna amerykanka.
Do tego bardzo często w białych rękawiczkach temat po prostu zamiata się pod dywan.

Wątpliwy „fenomen” patologicznych rekrutacji polega na tym, że osoby za nie odpowiedzialne uważają, że wszystko robią dobrze i że jest generalnie super.
Że nic złego nie dzieje się i że rekrutują profesjonalnie.
A zwracanie im uwagi odbierane jest jako czepialstwo i marudzenie.
Z kolei zasygnalizowanie jakiejś korporacji, że ma wadliwy system/software oczywiście pozostaje bez odpowiedzi, bo w sumie kogo to obchodzi. Jest bo jest i starczy.

I nie łudźcie się, że jakiś doradca zawodowy, czy coach kariery zrobi Wam kandydatom abrakadabra, które spowoduje, że w sposób magiczny to przeskoczycie. Bo tego co w wątku numer 1,2 i 3 nie przeskoczycie. Dlatego uważam, że pato-rekrutacje to choroba raczej nieuleczalna.

LINK:
https://dobryhr.eu/dobra-rekrutacja-badz-jak-rys-nie-jak-zajac/

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wesprzyj autora poprzez patronat.

patronite.pl/dobryHR

UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ