Prezenteizm: dlaczego Polacy chodzą chorzy do pracy?

Kiedy organizm wysyła jasne sygnały alarmowe, większość z nas odruchowo sięga po kolejną tabletkę na przeziębienie lub dolegliwości żołądkowe i odpala komputer. Zamiast regeneracji pod kołdrą wybieramy maraton przy biurku, jakby obecność na pokładzie firmy stanowić miała o naszej najwyższej wartości. To cichy syndrom współczesnych biur i fabryk, w którym pozorna lojalność wobec pracodawcy staje się powolnym zamachem na własne zdrowie. Czas najwyższy przyjrzeć się zjawisku, które w polskich firmach stało się niepisaną i niebezpieczną normą.

Prezenteizm (lub prezentyzm) – to zjawisko fizycznej obecności w miejscu pracy przy jednoczesnej obniżonej wydajności wynikającej ze złego stanu zdrowia. Choć pracownik siedzi przy biurku, jedzie autem lub pracuje fizycznie, jego umysł i ciało funkcjonują na pół gwizdka walcząc z infekcją, gorączką, czy przewlekłym bólem. Zamiast realizować cele, człowiek skupia się na przetrwaniu kolejnych godzin, co prowadzi do błędów i przeciążenia. W takiej sytuacji często zamiast realnych wyników dostarczamy jedynie iluzję zaangażowania, która kosztuje organizm mocne przeciążenia. To fizyczna wegetacja na stanowisku, za którą firma płaci pełną stawkę, otrzymując w zamian chorego człowieka. Co z tego wynika?

– Fizyczna obecność na stanowisku pracy przy faktycznym braku możliwości efektywnego wykonywania swoich obowiązków ze względu na dolegliwości zdrowotne

– Spadek koncentracji oraz wyraźne spowolnienie tempa myślenia i działania wywołane osłabieniem organizmu jak i potencjalnie lekami

– Świadome ryzyko zarażenia współpracowników oraz klientów w przypadku infekcji wirusowych lub bakteryjnych

– Podejmowanie błędnych decyzji i generowanie pomyłek wynikających ze zmęczenia i braku jasności umysłu

– Przedłużanie czasu trwania choroby i doprowadzanie do poważniejszych powikłań poprzez brak odpowiedniego odpoczynku i kuracji

PREZENTYZM CZY PREZENTEIZM?

Prezentyzm oraz prezenteizm, to dwie poprawne nazwy tego samego zjawiska, które polega na przychodzeniu do pracy pomimo choroby, złego samopoczucia lub skrajnego wyczerpania. Pierwotnie pojęcie prezentyzmu wywodzi się jednak z historii i filozofii, gdzie oznacza błąd interpretacyjny polegający na bezkrytycznym przenoszeniu współczesnych realiów, pojęć i ocen moralnych na minione epoki.

Lęk przed utratą części dochodu przy zwolnieniu lekarskim skutecznie blokuje decyzję o pozostaniu w domu. Standardowe 80% pensji na L4 (często też utrata premii frekwencyjnej) dla wielu gospodarstw domowych oznacza wyrwę w budżecie, której nie da się łatwo załatać. W efekcie ekonomiczna kalkulacja wygrywa z rozsądkiem zdrowotnym, zmuszając do zaciskania zębów i ignorowania choroby.

Presja ze strony zespołu i strach przed zostawieniem kolegów z nadmiarem obowiązków rodzi ogromne poczucie winy. Polacy często wierzą, że są niezastąpieni, a ich nieobecność doprowadzi do paraliżu całego działu. To fałszywe poczucie odpowiedzialności sprawia, że wolą cierpieć w biurze, niż narazić się na korytarzowe szepty i pretensje.

Słaba kultura organizacyjna w firmie często niejawnie nagradza postawy wręcz męczeńskie. Menedżerowie, którzy sami przychodzą do pracy z przeziębieniem lub innymi dolegliwościami wysyłają do zespołu czytelny sygnał o oczekiwanych postawach. Zostanie w domu bywa wtedy postrzegane jako brak zaangażowania, a nawet próba migania się od zadań.

Obawa przed zwolnieniem lub pominięciem przy ewentualnym awansie ciągle mocno siedzi w głowach pracowników. W wielu zakładach ciągle pokutuje szkodliwy mit, że idealny pracownik to ten, który nigdy nie bierze zwolnienia lekarskiego. Strach przed przypięciem łatki osoby problematycznej skłania do stawiania się w firmie bez względu na stan zdrowia.

Brak procedur zastępstw tworzy chaos, który powracający po chorobie pracownik musi sprzątać własnymi rękami. Wizja zasypanej skrzynki pocztowej i piętrzących się zaległości skutecznie zniechęca do wzięcia kilku dni wolnego. Pracownicy wolą więc męczyć się na bieżąco, niż po powrocie stawić czoła podwójnej dawce stresu i zaległych zadań.

Liderzy zespołów bezmyślnie ignorują problem prezentyzmu, ponieważ w krótkim horyzoncie czasowym słupki w arkuszach kalkulacyjnych wydają się zgadzać. Działa tu naiwne myślenie, że jeśli ktoś po prostu siedzi przy biurku lub stoi przy taśmie, to od razu przynosi firmie zysk.. To podejście jest skrajnie niemądre i krótkowzroczne, gdyż osłabiony organizm generuje ciche straty poprzez błędy, spadek jakości i spowolnienie procesów. Udawanie, że pracownik z gorączką jest w pełni funkcjonalny, to organizacyjna ślepota, która mści się na całej firmie. Zarządy wolą jednak zamknąć oczy na niedomagającego specjalistę, zamiast stworzyć dojrzały system zarządzania nieobecnościami. Zamiast budować kulturę odpowiedzialności i dbania o dobrostan, współczesny biznes często woli kultywować mit niezniszczalnego zasobu ludzkiego.

Przychodzenie do pracy w stanie choroby tworzy efekt domina, wywołując masowe infekcje w całym zespole i generując gigantyczne straty dla gospodarki. Błahy wirus przenoszony w przestrzeni open space potrafi w kilka dni wyłączyć z pracy kluczowe działy. Dla samego pracownika brak rekonwalescencji oznacza wysokie ryzyko groźnych powikłań kardiologicznych oraz pulmonologicznych. Przewlekłe ignorowanie sygnałów wysyłanych przez organizm potencjalnie zwiększa podatność na powikłania oraz skraca przewidywaną długość życia w zdrowiu. Na poziomie społecznym budujemy spaczony wzorzec, w którym dbanie o własne ciało odbierane jest jako przejaw słabości. Taki model funkcjonowania prowadzi do szybszego wypalenia zawodowego oraz narastania stanów lękowych i depresyjnych w populacji. Społeczeństwo promujące męczeńską obecność w pracy staje się społeczeństwem chorowitym, permanentnie zmęczonym i mniej innowacyjnym.

Prezentyzm to toksyczny nawyk, który podstępnie niszczy zdrowie pracowników i efektywność organizacji. Chodzenie do pracy w stanie choroby nie jest dowodem na profesjonalizm, lecz wyrazem niedojrzałości organizacyjnej oraz braku szacunku do własnego ciała. Promowanie obecności za wszelką cenę rodzi ogromne straty finansowe, których zarządy firm często nie potrafią poprawnie zdiagnozować. Pora przestać traktować zwolnienie lekarskie w kategoriach ucieczki od obowiązków, a zacząć widzieć w nim element odpowiedzialnego zarządzania energią. Dojrzały lider potrafi odesłać chorego pracownika do domu, chroniąc w ten sposób resztę zespołu i dbając o ciągłość procesów. Zmiana myślenia musi nastąpić na każdym szczeblu, począwszy od polityki kadrowej, na osobistych nawykach każdego z nas kończąc. Czas stworzyć środowisko, w którym troska o zdrowie jest traktowana jako norma, a nie jako luksus czy wyraz słabości. Tylko zdrowy i zregenerowany zespół jest w stanie budować przewagę konkurencyjną w sposób trwały i bezpieczny. A ludzie chorują i chorować będą.

Dbajcie o swoje zdrowie.

LINK:

https://dobryhr.eu/na-czym-polega-skandynawski-styl-zarzadzania-od-wikingow-do-dojrzalosci/

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.

LINK:

https://dobryhr.eu/oferta/

Zapraszam do kontaktu.