Krindż i przesadyzm. Czy trudno znaleźć prawdę na Linkedin?
Linkedin miał być miejscem profesjonalnej wymiany doświadczeń, budowania sieci kontaktów i prezentowania kompetencji zawodowych. W teorii to przestrzeń, w której liczą się fakty, projekty, konkretne osiągnięcia i realne umiejętności. W praktyce bywa różnie. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że znalezienie prawdy na portalu profesjonalistów wymaga pewnej wprawy i czytania między wierszami.
Niektórzy użytkownicy udają kogoś, kim nie są. Powody są różne. Część chce wypaść na lepszych, bardziej doświadczonych, bardziej „strategicznych” niż w rzeczywistości. Inni ulegli trendom i poradom od trenerów marek osobistych, którzy przekonują, że trzeba się „pozycjonować”, „opowiadać historię”, „budować narrację ekspercką”. Problem zaczyna się wtedy, gdy narracja zaczyna żyć własnym życiem i staje się karykaturą rozdźwięku między rzeczywistością, a autoprezentacją.
Zamiast rzetelnej informacji o kompetencjach pojawiają się napompowane tytuły, górnolotne hasła i opowieści o „transformowaniu biznesów”, które w praktyce oznaczają często niewiele. Zwykłe obowiązki urastają do rangi przełomowych innowacji. Prosta współpraca staje się „strategicznym partnerstwem o globalnym zasięgu”. W efekcie trudno oddzielić fakty od marketingowej mgły.
Dlaczego ludzie kłamią lub udają kogoś innego?
Udawanie kogoś innego w przestrzeni zawodowej rzadko wynika wyłącznie ze złej woli. Częściej jest efektem presji społecznej, potrzeby uznania, lęku przed odrzuceniem lub porównywaniem się z innymi. W świecie, w którym sukces jest na wyciągnięcie ręki <przynajmniej w internetowych narracjach> łatwo poczuć, że jest się „w tyle”. Koloryzowanie CV czy profilu może wydawać się sposobem na wyrównanie szans.
Część osób kłamie z intencji instrumentalnych: chcą zdobyć lepszą pracę, kontrakt, klienta. Inni robią to bardziej nieświadomie, zaczynają wierzyć w swoją wykreowaną wersję, bo otrzymują za nią lajki i uznanie. Mechanizm autoprezentacji opisany przez Erving Goffman w książce „Człowiek w teatrze życia codziennego” pokazuje, że wszyscy w pewnym sensie „gramy role”, dostosowując się do oczekiwań widowni. Media społecznościowe jedynie wzmacniają ten efekt. Często bardzo silnie wzmacniają.
Badania psychologiczne potwierdzają, że kłamstwo często ma podłoże sytuacyjne. Eksperyment Dana Ariely’ego opisany w książce „The Honest Truth About Dishonesty” pokazał, że ludzie oszukują „trochę”, gdy mają ku temu okazję i gdy mogą zachować pozytywny obraz siebie. Z kolei Anita E. Kelly w artykule „Lying and Health” wykazała, że ograniczenie liczby kłamstw wpływa pozytywnie na samopoczucie i relacje społeczne. Natomiast badania Bella DePaulo nad częstotliwością kłamstw w codziennym życiu dowodzą, że ludzie kłamią częściej, niż im się wydaje, najczęściej po to, by poprawić swój wizerunek lub uniknąć konfliktu.
W kontekście Linkedina dochodzi jeszcze jeden czynnik: algorytm nagradza spektakularność. Post o „lekcji pokory po upadku startupu” brzmi lepiej niż spokojna informacja o codziennej, solidnej pracy. A skoro nagradzane jest to, co wyraziste, to część użytkowników zaczyna podkręcać narrację.
Jak wygląda ściemnianie po linkediniańsku?

Ściemnianie na Linkedin ma swój charakterystyczny styl. To tworzenie do rzeczy prostych niepotrzebnie skomplikowanych opisów, które wyglądają jak grafomania przebrana za eksperckość. Zamiast napisać: „zarządzałem zespołem pięciu osób”, pojawia się: „skalowałem interdyscyplinarną strukturę operacyjną w środowisku dynamicznych wyzwań”. Brzmi poważnie, ale niewiele z tego wynika.
Często to język napompowany, pełen anglicyzmów, wielkich słów i jeszcze większych deklaracji. Opisy, które bardziej przypominają manifest duchowego przywódcy niż informację o doświadczeniu zawodowym. Ubarwione, odklejone od rzeczywistości, momentami groteskowe.
Przykład karykatury takiej autoprezentacji (pisownia celowo zachowana w konwencji):
Lider leszczów z dominującym talentem Gallupa „pryncypialność”.
Ekspert od prowadzenia ławicy, która wcale nie chce być prowadzona, ale i tak płynie, bo ktoś musi udawać, że w tym bagnie jest strategia. Strategii nigdy nie widziałem na oczy.
Mój znak zodiaku to baran, więc naturalnie uważam, że jestem urodzonym liderem.
Jestem numerologiczną czwórką, a to znaczy, że mam wibracje flądry, która buduje fundamenty tak solidne, że nawet jeśli wszystko się wali, to przynajmniej wiadomo, że wali się równo i na płasko.
Na Linkedin lubię pisać posty o tym, że woda jest mokra.
Jestem śliski jak węgorz, ale smakuję jak leszcz.
Możesz mnie złowić, bo jestem open to water hasztag work.
Komentarz pewnej Pani Angeliki bardzo trafnie podsumowuje problem:
Cytuję:
Problemem Linkedina nie jest to, że ludzie mówią o swoich talentach.
Problemem jest to, że przestaliśmy odróżniać realne kompetencje – od marketingowego szumu.
Świat potrzebuje mniej „wibracji flądry”, a więcej ludzi, którzy:
– robią robotę
– biorą odpowiedzialność
– potrafią mówić o sobie bez napompowanego ego i bez fałszywej skromności
Autentyczność to nie umniejszanie sobie. To proporcja między deklaracją a dowodem.
To właśnie ta proporcja bywa dziś największym deficytem.
Krindż bawi do pewnego stopnia.
Wiele osób na Linkedin śmieje się z takich zachowań. Powstają memy, ironiczne komentarze, satyryczne profile. Wielu użytkowników ma świadomość, że to jest cringe, że to kicz, że przesada stała się udawaną normą. Śmiech pełni funkcję wentyla – pozwala zdystansować się do napompowanej rzeczywistości.
Pewna Pani Magdalena (psycholożka) napisała piękny komentarz, w odniesieniu do mema z leczczem:
Cytuję:
Nie odmówię sobie w nawiązaniu do węgorza, od którego uczy się leszcz.
WĘGORZ – ślizgam się, od pierwszego do pierwszego.
*Mentor leszczy, coach płotek
*Psychoterapeuta pływania w wodach mętnych (Stowarzyszenie wioślarzy, piekarzy i łodzi dryfujących)
*Ekspert syndromu Dunninga-Krugera (wdrażam pewność, kwalifikacje są zbędnym dodatkiem)
*Talent Gallupa – Adaptability (tu się wślizgnę, tam wypełznę)
*Numerologiczna (upadła) ósemka – mogę tak w nieskończoność
*Znak zodiaku – cenię prywatność (baran w ascendencie skorpiona)
*Pomogę Ci odnaleźć się w wewnętrznym mule, uczę technik pływania z prądem, unikowego uścisku dłoni i strategii ławica – chowasz się za innymi – gdyby trzeba wziąć odpowiedzialność, wypływasz – gdy rozdają premie. Kariera to nie drabina tylko rzeka – nie musisz się wspinać, wystarczy, że wiesz jak wślizgnąć się na stanowisko.
#ŚliskiSukces #WślizgStrategiczny #KrólMętnejWody
PS
Przepraszam wioślarzy, piekarzy, barany w ascendencie skorpiona i numerologiczne ósemki, wstawiłam „od czapy”, bo mi pasowały do całości…podobnie absurdalnie jak niestety gro kwalifikacji, o których czytamy na Linkedin. A najgorsze jest to, że czym dłużej nad tym myślę, tym uważam to za coraz mniej śmieszne.
I tu pojawia się refleksja. Bo o ile przesada bawi, o tyle długofalowo obniża standardy komunikacji zawodowej. Gdy każdy jest „wizjonerem”, słowo to przestaje cokolwiek znaczyć.
Czy warto strugać krindż na Linkedin?
Nie warto. Chyba że ktoś chce, by się z niego śmiano i nie traktowano go poważnie. Budowanie wizerunku na przesadzie może przynieść chwilową uwagę, ale rzadko przekłada się na trwałe zaufanie. A w relacjach zawodowych to właśnie zaufanie jest walutą. Zdrowy rozsądek i umiar w autoprezentacji są dobrze odbierane. Konkret, liczby, przykłady projektów, realne efekty. Nie trzeba być „architektem transformacji cyfrowej wszechświata”, by być cenionym specjalistą. Często wystarczy jasno pokazać, co się potrafi i jakie problemy potrafi się rozwiązać. Autentyczność nie oznacza rezygnacji z mówienia o sukcesach. Oznacza jednak proporcję między deklaracją, a dowodem. Jeśli za słowami stoją fakty, nie potrzeba fajerwerków.
Podsumowanie.
Linkedin jest narzędziem. Może być przestrzenią wartościowej wymiany wiedzy, inspiracji i realnych możliwości zawodowych. Może też stać się sceną, na której odgrywane są role oderwane od rzeczywistości. Granica między autoprezentacją, a koloryzowaniem bywa cienka.
Krindż i przesada są symptomem szerszego zjawiska. presji sukcesu i potrzeby uznania. Jednak długofalowo wygrywają ci, którzy potrafią połączyć kompetencje z pokorą. Ogromnie ważny jest tu czynnik ludzki. Dobry i mądry rekruter potrafi oddzielić marketingowy szum od realnych umiejętności. Zadaje pytania, prosi o przykłady, sprawdza sposób myślenia i odpowiedzialność za decyzje. Weryfikuje nie tylko to, co ktoś deklaruje, ale jak to uzasadnia. W świecie pełnym „wibracji flądry” rośnie wartość ludzi, którzy po prostu robią swoją pracę dobrze i potrafią o niej mówić bez przesady. Bo ostatecznie reputacja buduje się nie na hasztagach, lecz na konsekwencji, jakości i uczciwości wobec siebie oraz innych.
Seks na Linkedin. Przekraczanie granic. To też przeczytaj.
LINK:
https://dobryhr.eu/sex-na-linkedin-attention-economy-i-przekraczanie-granic/
Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.
LINK:
Zapraszam do kontaktu.
