Linkedin: jak zmienił się portal, nie tylko algorytmy

W ostatnich latach Linkedin przeszedł obfitą transformację, która dla jednych jest naturalnym etapem rozwoju platformy, a dla innych sygnałem rzekomego kryzysu. Wzrost liczby użytkowników, zmiany algorytmu i rosnąca konkurencja sprawiły, że widoczność nie jest już efektem przypadku, lecz konsekwencją świadomej strategii. Coraz wyraźniej widać, że osoby bez planu działania czują się na platformie zagubione i interpretują to jako „psucie się” portalu. Tymczasem Linkedin nie tyle przestaje działać, ile przestaje działać dla tych, którzy nie potrafią się do niego dostosować. Warto więc spojrzeć na zmiany nie jak na problem, lecz jak na sygnał, że nadszedł czas na bardziej przemyślane podejście do własnej obecności w tej cyfrowej karczmie. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś ma taką potrzebę, a nie każdy mieć ją musi.

Coraz częściej widzę na Linkedin głosy twierdzące, że platforma „już nie działa”, że „to już nie to samo”, a marketing rzekomo umiera pod naporem przypadkowych treści. Pod koniec 2024 roku takie opinie były już powszechne, a gdy wracam do tego tematu w 2026, widać, że narracja tylko przybrała na sile. Najczęściej pojawia się ona u osób, które nie mają pomysłu na swoją obecność w tej karczmie i nie wiedzą, jak podejść do budowania marki osobistej czy prowadzenia marketingu na platformie. Publikują sporadycznie, korzystają głównie z tego, co algorytm im podrzuci, a Linkedin służy im przede wszystkim do przeglądania ofert pracy lub szukania pracy. A jeśli ktoś używa portalu wyłącznie wtedy, gdy zaczyna tej pracy szukać, to trudno oczekiwać spektakularnych efektów.

Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii, nawet jeśli wynika ona z bardzo wąskiej bańki informacyjnej. Tylko czy to naprawdę oznacza, że Linkedin przestał działać? A może problem leży zupełnie gdzie indziej? I czy w ogóle mamy tu do czynienia z problemem? A dlaczego nazywam Linkedin karczmą? Bo karczma po angielsku to inn… „Linked‑inn”. Taka drobna gra słów, ale całkiem urocza.

Faktem jest, że Linkedin zmienia się. To nie jest już ta sama przestrzeń, którą znaliśmy kilka lat temu. Użytkowników przybywa, a co za tym idzie zwiększa się ilość publikowanych treści. Niestety, wraz z tym wzrostem pojawiają się treści niskiej jakości – powtarzalne, pozbawione merytoryki lub będące po prostu spamem. Z jednej strony mamy więc posty, które nie niosą żadnej wartości – ot, takie „zapchajdziury”, które giną w morzu informacji każdego typu. Z drugiej, wzmaga się ilość treści typu… infantylne poradniki jak pisać na Linkedin, żeby pisać, czy kolejne wariacje na temat „idealnego CV”, które rzekomo ma otworzyć wszystkie drzwi. A jednak, mimo tych porad wielu użytkowników wciąż czuje się zagubionych, bo ich treści lub aktywność nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Być może u tych ludzi to po prostu jakaś forma spędzania wolnego czasu.

I tu dochodzimy do sedna problemu. W obliczu konkurencji względem przestrzeni, uwagi innych użytkowników i rosnącej liczby użytkowników publikujących tworzenie marketingu na Linkedin wymaga coraz większego wysiłku. Nie wystarczy wrzucić przypadkowy post „o czymś tam”, potrzeba przemyślanej strategii, planu działania, zbudowania solidnych fundamentów marki/marki osobistej i wypracowania zaangażowania społeczności. Bez tego, bez pracy nad tożsamością marki, bez autentyczności i systematyczności – nie da się osiągnąć sukcesu w tym zakresie. Marketing na Linkedin wymaga ciężkiej pracy, cierpliwości i czasu. Nie ma drogi na skróty.

Wynajęcie copywritera, który „coś tam napisze” już nie wystarczy. Nawet najbardziej kreatywna „Julka”, czy „Krzysiek” od postów nie zbudują dla Ciebie skutecznego marketingu, jeśli brakuje większego planu działania, jeśli brak fundamentów.

Co więcej, marketing tego typu nie jest tani. Profesjonalne podejście kosztuje niemało. Dlaczego? Bo wymaga nie tylko tworzenia sensownych treści, ale także analizowania, dostosowywania strategii do zmieniających się trendów, a przede wszystkim inwestowania czasu w budowanie relacji i zaangażowania. To nie jest jedynie zabawa w klikanie, czy pisanie kilku postów tygodniowo/miesięcznie. To proces, który wymaga konsekwencji i determinacji. A także zdefiniowanej jakości oraz egzekucji tej jakości.

Jeśli ktoś myśli, że skuteczny marketing na Linkedin można mieć za 500, 1000, czy nawet 1500 zł miesięcznie, to niestety żyje w świecie iluzji. Owszem, można próbować robić go samodzielnie, ale tak jak z kładzeniem płytek w łazience – wymaga to odpowiednich umiejętności, wiedzy i doświadczenia. Dlatego coraz częściej mówi się, że Linkedin to platforma „dla cierpliwych wapniaków”. To nie jest miejsce na szybkie efekty, ale na długofalowe budowanie relacji, które przynoszą korzyści w perspektywie miesięcy, a w zasadzie nawet bardziej lat. Marketing na Linkedin jest jak małe dziecko, które stopniowo dorasta i którym opiekujesz się. A jak wiemy dzieci tanie w utrzymaniu nie są.

Czy to oznacza, że Linkedin nie ma już sensu? Absolutnie nie. Platforma wciąż ma ogromny potencjał, ale tylko dla tych, którzy wiedzą jak go wykorzystać i dla ludzi cierpliwych. Wiele osób wciąż błędnie postrzega Linkedin jako miejsce, gdzie wystarczy być. Tymczasem samo „bycie” na platformie nic nie daje. Niezbędne jest przemyślane działanie, wypracowanie swojego unikalnego głosu i konsekwentne budowanie wizerunku i/lub marki na jakiej się operuje. Warto również pamiętać, że Linkedin to nie tylko miejsce do publikowania treści, ale przede wszystkim platforma do interakcji. Algorytmy nagradzają tych, którzy angażują się w rozmowy, komentują i tworzą wartościowe relacje z innymi użytkownikami. Albo wchodzą w interakcje bojowe, ale merytoryczne. Poza tym… Linkedin to nie miejsce, tylko narzędzie. Portale internetowe nie są miejscami.

A co z „barbarzyńcami” na Linkedin i ich najazdem? Ich liczba będzie rosła. Będą powtarzalne treści, puste slogany i marketing „na skróty”. Ale w tym chaosie można dostrzec szansę – im więcej treści niskiej jakości, tym większą wartość mają posty merytoryczne, autentyczne i inspirujące lub podpalające publiczność. Formuła, styl i taktyka… to powinno być przemyślane właśnie w strategii. To, co dziś wygląda dla niektórych jak problem, w rzeczywistości może być początkiem nowej ery na Linkedin. Być może to czas, by odłożyć na bok stare nawyki i stworzyć coś zupełnie nowego, gdzie jakość, autentyczność i przemyślana strategia staną się Twoim celem bezwzględnym, budując Twój marketing długoterminowo. Linkedin to pole bitwy, na którym wygrywają ci, którzy są jak rzymscy legioniści, albo jak barbarzyńcy. Jednak od jednych i drugich wymagane są podobne rzeczy – czas, zaangażowanie, odwaga, autentyczność, logika działania, korekty działań, elastyczność. Uważam, że na platformie jest miejsce dla jednych i drugich oraz że konfrontacja siłą rzeczy jest nieunikniona. Bo ten cały Linkedin jest trochę jak strategiczna gra komputerowa.

Wybór percepcji należy do Ciebie. Możesz patrzeć na Linkedin jak na bazar z coraz gorszym towarem i przebierać grymasząc, albo jak na karczmę z coraz gorszym piwem. Lub jak na pole bitwy w czasie teraźniejszym. Możesz też otworzyć swój własny stragan i sprzedawać egzotyczne specjały. Jedno jest pewne – bez planu, zaangażowania i pracy nie ma mowy o skutecznym marketingu. Na Linkedin, tak jak w życiu, wygrywają ci, którzy są gotowi inwestować w rozwój i szukać nowych możliwości… możliwości tam, gdzie inni widzą problemy. A pomarudzić zawsze można, bo marudzenie to samo zdrowie i między innymi od tego jest karczma.

Czy jesteś gotowy, by współtworzyć „nowy Rzym”?
A może wolisz bronić „starego Rzymu”?
Do jakiego dołączysz team-u???

LINK:

https://dobryhr.eu/linkedin-portal-pelen-mozliwosci-iluzji-i-falszywych-autorytetow/

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.

LINK:

https://dobryhr.eu/oferta/

Zapraszam do kontaktu.