Jakub Iciaszek Blog & Website

marketing linkedin

Linkedin. Filozofia i marketing. Początek drogi

Czy warto być na Linkedin?

Takie pytanie słyszę dość często od różnych osób, zarówno od ludzi szukających pracy, jak i osób, które dopiero zamierzają w przyszłości szukać pracy. A także od przedsiębiorców, którzy chcą zaistnieć na Linkedin, żeby promować siebie, swoją markę, produkty, usługi, misję, treści, żeby budować swój szeroko pojęty networking. Warto pamiętać, że networking, to nie jest synonim słowa sprzedaż. To budowanie relacji, pozyskiwanie kontaktów, rekomendacji, wiedzy. To także tworzenie kanałów pozyskiwania nowych pracowników do firmy, których możesz poznać jeszcze zanim dojdzie do rekrutacji. Minusem social networkingu jest niestety jego powierzchowność, plusem powszechna dostępność. A skoro ma być z nutą filozofii, to jeszcze tylko dodam, że wszystkie social media uważam za narzędzia, a nie miejsca. Dla mnie narzędzie nie jest miejscem, taką mam filozofię.

W tym artykule tematy rekrutacyjne całkowicie pominę. Skupię się na uwypukleniu kilku prostych zasad i zależności z punktu widzenia użytkownika w odniesieniu do socjotechniki. I postaram się zrobić to maksymalnie treściwie, żeby nie zanudzić czytelnika. W tekście tym nie będę tłumaczył kwestii związanych z płatnymi reklamami, ani z płatnymi kontami. Nie będę też dywagował o ciągle zmieniającym się algorytmie Linkedin. Ani o stylu ekspresji treści, czy częstotliwości publikowania treści. Ani o budowaniu profilu. Nie będę opisywał tutaj plusów i minusów takiej lub innej formy, czy strategii. To wszystko rzeczy istotne, jednak na tyle złożone same w sobie, że wymagające podejścia do nich oddzielnie.

Zatem, czy warto tam być. Moja odpowiedź jest prosta. Tak warto. O ile jest Ci to potrzebne lub jeśli w przyszłości będzie Ci to potrzebne. A prawdopodobnie będzie. Warto myśleć trochę do przodu, ponieważ rzeczy, o których wspomnę w dalszej części wymagają czasu. Efektywne bycie na portalu Linkedin to praca rozłożona w czasie. Praca wymagająca mniejszego lub większego wysiłku intelektualnego, w zależności od tego czym się zajmujesz i co chcesz osiągnąć.

Na Linkedin są konta „prywatne” i konta firmowe. Duże zasięgi na Linkedin robi się poprzez konta „prywatne”. Z jakiegoś powodu tak to działa. Warto jednak wiedzieć, że sam fakt robienia dużych zasięgów (czyli dużej oglądalności) nie jest żadną gwarancją efektywności tych zasięgów… tak wiem, to skomplikowane. Zabawa w Linkedin nie jest zero- jedynkowa, zbyt wiele tu zmiennych i zbyt wiele tu zależności. Zatem nie zawsze ważna jest ilość, często ważniejsza jest jakość. Jednoosobowa firma lub po prostu osoba, która efektywnie buduje swoją markę i aktywność na koncie „prywatnym” może mieć dużo większe zasięgi, niż cała firma wraz ze swoimi pracownikami zebranymi do kupy. Praktycznym tego przykładem jestem ja. Swoją przygodę z Linkedin zacząłem od zera, nie wiedząc o nim praktycznie nic. W perspektywie czasu budując swoją aktywność stworzyłem w pewnym okresie jeden z bardziej popularnych profili w polskiej przestrzeni Linkedin, choć nie był to mój cel pierwotny i nie jest to rzecz dana na zawsze. Warto zdawać sobie sprawę, że social media to organizm żywy i zmienny, to nie jest reklama stojąca w szczerym polu obok autostrady.

Jeśli konto „prywatne” jest sprzężone z kontem firmowych może działać to na plus. Ale wcale nie musi. Znam przykłady, gdzie nie przyniosło to efektu. Udostępnianie treści firmowych przez pracowników, którzy nie mają zbudowanej marki osobistej (choć ja wolę używać określenia „zbudowanej aktywności”)  i w miarę silnej sieci w swojej sieci na tym portalu niewiele daje. Czyli jeżeli nie „wyprodukowałeś” swojej aktywności wcześniej poprzez budowanie zaangażowania sieci, budowanie społeczności i poprzez „pieszczenie” „magicznych” algorytmów różnymi działaniami… to Twoje nagłe pojawienie się na Linkedin (lub osoby, którą do tego zatrudniłeś) z kontem „prywatnym”, firmowym i szerowaniem treści przez pracowników z kont „prywatnych”, którzy też pojawili się na portalu nagle (lub są obecni od dawna, ale nic na nim nie robili)… to prawdopodobnie nie wygeneruje super efektu. Budowanie swojej aktywności poprzez jedynie promocję swoich usług i towarów na Linkedin też nie przyniesie Ci z reguły powalających efektów, bo duża część użytkowników sieci odbierze to jako zwykłe spamowanie lub zanudzanie. Chyba, że ktoś jest influencerem lub dużą globalną firmą z silną marką wszędzie rozpoznawalną, nawet na pustyni przez Beduinów, wtedy to rządzi się nieco innymi prawami. Jednak zakładam, że nie jesteś globalną marką ani influencerem. Jeśli jesteś, to nie czytaj tego tekstu dalej, bo wszystko na ten temat już wiesz.

Poniżej kilka istotnych ważnych rzeczy na początek, które powinieneś wiedzieć:

1. Ważna jest autentyczność. Zarówno Twoja jak i emitowanej treści. Owszem, na portalu Linkedin są osoby, których autentyczność jest wątpliwa, a ich profile są popularne. Jednak u nich działają inne złożone mechanizmy. Tej drogi Ci nie polecam. Zadbaj też o swój profil, im lepiej zrobiony, tym lepiej dla Ciebie.

2. Czytelność przekazu. Niby oczywiste, a bywa z tym różnie. Czytelność przekazu, to nie tylko poprawność stylistyczna, ale też spójność logiczna treści. Z tym wiele osób ma problem.

3. Spójność przekazu. To też niby oczywiste, lecz rozjazd często jest spory. Przykładowo jeśli jesteś specjalistą od księgowości, emituj treści głównie o księgowości, a nie o religioznawstwie. Chyba, że dodatkowo chcesz być postrzegany jako poeta, wtedy pisz na Linkedin wiersze, ale na własne ryzyko (drobna ironia, nie mogłem się powstrzymać).

4. Budowanie zaangażowania. Czyli dużo pracy w bardzo licznych interakcjach z ludźmi wszelakimi. Im więcej sensownych interakcji, tym większe zaangażowanie. Tym lepiej dla Ciebie. Choć reakcje bezsensowne też generują ruch, który może okazać się przydatny.

5. Budowanie społeczności. Co kto lubi i z kim lubi, ten z tym przystaje. To naturalne, nie ma w tym nic dziwnego, to reguła sympatii. Zatem buduj te relacje. Nie każdy musi Cię lubić, ale dobrze, żeby takie osoby, które Cię lubią też istniały. Bez tego może być ciężko.

6. Sprzężenie działań (planu mediowego) z innymi kanałami social media (z modyfikacją treści, lub bez modyfikacji treści). Niech różne narzędzia będą ze sobą kompatybilne pod kątem contentu. O ile innych używasz i o ile są Ci potrzebne.

7. Dostosowanie treści do portalu Linkedin. Na Linkedin nie wszystkie treści z Facebooka, Tik Toka, czy Instagrama dobrze się adoptują, choć niektóre tak. Tu też wszystko mocno zależy… chociażby od persony i grupy docelowej.

8. Zadbanie o aspekt wizualny i estetykę. Przyzwoite grafiki, video, poprawnie i ciekawie napisane treści, zdjęcia profilowe na profilach, wiarygodność profili, czyli wszystko co widać i słychać im zrobione lepiej, tym zawsze lepiej. Choć treści kiczowate też mają swoich odbiorców, często licznych. Jaką ścieżkę wybierzesz zależy od Ciebie.

9. Umiejętność radzenia sobie z hejtem i trollingiem. Tego nie unikniesz. Różnorodność i polaryzacja ludzkich opinii, wierzeń, przyzwyczajeń, nawyków, mentalności, osobowości, intencji jest gigantyczna. Zderzysz się z tym. Czasami boleśnie. Wtedy nie przejmuj się tym, to normalne. Żartobliwie napiszę, że to tylko internet. W tej robocie asertywność jest jedną z najbardziej pożądanych cech. Osoby o niskiej odporności psychicznej z reguły nie radzą sobie dobrze z marketingiem w social mediach, to szybko wypływa.

10. Przyda Ci się także duża elastyczność mentalna, sprawne radzenie sobie z sytuacjami paradoksalnymi. Social media, a właściwie ludzkie reakcje uwidocznione w nich bywają nieprzewidywalne. Do tego na Linkedin postępuje proces nieformalnie zwany fejsbuczeniem Linkedina. Treści wciąż przybywa, kont użytkowników też przybywa. Przybywa wszystkiego co jakościowo dobre. Ale przybywa też treści niskiej jakości i zachowań z portali o niższych standardach. Może się zdarzyć, że będziesz musiał w tym płynnie egzystować jako użytkownik.

Temat oczywiście nie został wyczerpany. Ale przekroczyłem właśnie ilość treści, którą ludzie standardowo lubią czytać w typowych artykułach na Linkedin. Dlatego kończę.

Niech moc będzie z Wami.

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.