Categories Artykuły

Inteligencja emocjonalna: Zdolność, czy produkt popkultury?

Zacznijmy od początku. Pojęcie inteligencji emocjonalnej (ang. emotional intelligence) wcale nie jest tak świeże, jak mogłoby się wydawać po lekturze bestsellerów z lat 90 ubiegłego wieku. Choć termin ten pojawiał się już w akademickich tekstach na początku XX wieku, dopiero Daniel Goleman (dziennikarz, nie naukowiec) uczynił z niego zjawisko popkulturowe. Jego książka „Emotional Intelligence” z 1995 roku wprowadziła EI na salony HR-owe i sale konferencyjne korporacji. Za twórcę koncepcji uchodzi jednak Reuven Bar-On, izraelski psycholog, który w swojej pracy doktorskiej opracował model kompetencji emocjonalnych i społecznych, mający mierzyć coś w rodzaju EQ, odpowiednika słynnego IQ. Bar-On raczej nie miał zamiaru sprzedawać tego jako „nowej inteligencji”.

Bo jak już wiemy – i wiemy to dobrze – wszystko, co zawiera słowo inteligencja i pachnie pseudonaukową nowomową, sprzedaje się jak świeże bułeczki. Szczególnie jeśli można to wdrożyć w dziale HR, w szkoleniach liderów lub w testach rekrutacyjnych. Część środowiska chłonie to podobnie, jak wielu ludzi chłonie wróżenie z kart Tarota na Facebooku.
No cóż, taki mamy klimat.
Z resztą nie od dziś.

Jednak moim zdaniem największą ściemą pseudosamorozwoju nie jest istnienie lub nieistnienie EI.
A zakładanie z góry, że osoby z „wysokim” EI są „zawsze i z automatu” – rzekomo dobre.

Jak zostać chodzącym ideałem?
Wymyśl sobie, że masz wysokie EI, następnie zrób sobie testy Gallupa, które nic Ci nie zbadają, ale dostaniesz cukierka w postach kilku niby-talentów. I w zasadzie od ręki jesteś chodzącym ideałem. W ten sposób masz gotową markę osobistą na Linkedin, tylko uważaj, bo nikt z wysokim IQ (nie myl z EQ) w nią nie uwierzy.

W literaturze funkcjonują dziś dwa główne modele EI, które w zależności od autora – mniej lub bardziej próbują udawać, że mają coś wspólnego z prawdziwą inteligencją.

1. Model zdolności (ability model) – rozwinięty przez Petera Saloveya i Johna Mayera. Zakłada, że inteligencja emocjonalna to zespół zdolności poznawczych pozwalających rozpoznawać, rozumieć i wykorzystywać emocje w myśleniu i działaniu. Brzmi naukowo, choć nadal trudno to zmierzyć.

2. Model cechy (trait model) – traktuje EI raczej jako zestaw cech osobowości. Tutaj pojawiają się tacy gracze jak Petrides, Bar-On czy sam Goleman. Ten ostatni dorzucił jeszcze elementy motywacji i kompetencji społecznych, tworząc tzw. model mieszany – czyli psychologiczną zupę, w której znajdziesz trochę wszystkiego, byle dobrze smakowało.

Salovey & Mayer rzekli tako że… są 4 filary, które tworzą zdolność emocjonalną człowieka.

Postrzeganie emocji – rozpoznawanie emocji na twarzach, w głosach, w gestach, a nawet w sztuce. Innymi słowy, czy potrafisz odróżnić złość od zmęczenia i smutek od ironii.

Wykorzystywanie emocji – zdolność używania emocji jako paliwa dla myślenia, podejmowania decyzji czy kreatywnego rozwiązywania problemów.

Rozumienie emocji – świadomość tego, jak emocje się łączą, zmieniają i jak wpływają na siebie nawzajem.

Zarządzanie emocjami – czyli umiejętność regulowania emocji, zarówno swoich, jak i cudzych (co brzmi ładnie, dopóki nie przypomina tresury).

Goleman nie byłby sobą, gdyby nie rozbudował tej koncepcji w kierunku „bardziej ludzkim”, a w praktyce po prostu sprzedażowym. Niestety sprzedaż często manipuluje nauką. W jego modelu pojawiło się pięć głównych obszarów:

Samoświadomość – znajomość własnych emocji, wartości i granic.

Samoregulacja – zdolność powstrzymania się przed wybuchem, gdy wszystko w tobie krzyczy: „rzuć tym laptopem, gdy czytasz kolejny artykuł od Iciaszka!”.

Motywacja – świadomość, co nas napędza, poza premią kwartalną i możliwością nieumierania z głodu.

Empatia – zdolność dostrzegania emocji innych i reagowania w sposób, który nie pogarsza sytuacji.

Umiejętności społeczne – zarządzanie relacjami tak, by wszyscy czuli się dobrze, nawet jeśli nikt nie wie, o co chodzi.

Na marginesie: książka Golemana to raczej manifest ideologiczny, niż praca naukowa. Dane są mgliste, metodologia rozjechana, a wnioski często życzeniowe i magiczne. Ale że manifest przebrano w płaszczyk nauki, to marketing zadziałał. I to jak. Tak dobrze, że jak Dorocie z HR powiesz, że inteligencja emocjonalna nie istnieje, to Dorota niczym wódz plemienia Apaczów ostrzela Cię zatrutymi strzałami frustracji… emocjonalnej.
Bo ludzie nie lubią, gdy odbiera im się coś, w co uwierzyli.

Nie oszukujmy się – „nowe inteligencje” to biznes. Howard Gardner już dawno temu (1983 rok) zaproponował teorię inteligencji wielorakich, w której mamy inteligencję muzyczną, kinestetyczną, przyrodniczą, językową, logiczno-matematyczną, przestrzenną, intrapersonalną i interpersonalną. Inteligencja emocjonalna? Prawdopodobnie to po prostu rebranding dwóch już istniejących: intrapersonalnej (czyli rozumienia siebie) i interpersonalnej (czyli rozumienia innych). Goleman dodał nową etykietę i zbudował wokół niej rynek szkoleń, testów i certyfikatów. Odgrzewany kotlet, mięso niewiadomego pochodzenia, dużo przypraw, aura tajemniczości.

Inteligencja – to zdolność rozwiązywania problemów, uczenia się na podstawie doświadczenia i adaptacji do nowych sytuacji. Mówiąc prościej – umiejętność używania mózgu w sposób efektywny i elastyczny.

Emocje – to szybkie, automatyczne reakcje organizmu i umysłu na bodźce. Coś pomiędzy biologią, a psychologią. Służą przetrwaniu, a nie myśleniu.

Introspekcja – to zdolność obserwowania własnych stanów psychicznych: uczuć, myśli, impulsów. To wewnętrzne lustro, choć często zniekształcające. Bycie nieobiektywnym, błędy poznawcze i takie tam.

A dlaczego emocjami się nie myśli?
Bo emocje nie służą do myślenia. Są jak alarm – sygnalizują, że coś się dzieje, ale same nie proponują rozwiązania. Są reakcją. Decyzje oparte na emocjach bywają szybkie, lecz często błędne, bo oparte na uproszczeniach, stereotypach i pod wystrzałem adrenaliny lub innych hormonów i neuroprzekaźników. Emocje potrafią zaślepić logiczną ocenę sytuacji i prowadzić do zachowań impulsywnych, które później trzeba naprawiać chłodnym rozumem.

Na rynku funkcjonuje cała gama testów rzekomo mierzących „iloraz emocjonalny”. Jedne oparte są na samoopisie (czyli pytają nas, jacy jesteśmy – co zawsze działa bezbłędnie, prawda?), inne próbują ocenić faktyczne zdolności w rozumieniu emocji.

W modelu cechowym badani wypełniają kwestionariusze typu: „Potrafię rozpoznać emocje innych” albo „Zazwyczaj zachowuję spokój w stresujących sytuacjach”. Problem w tym, że takie testy mierzą raczej samoocenę, nie zdolność. To tak, jakby zapytać kogoś, czy jest dobrym kierowcą, zamiast sprawdzić, jak parkuje na wąskiej uliczce.

Druga grupa testów – jak MSCEIT opracowany przez Saloveya i Mayera próbuje mierzyć EI jako zdolność. Niestety i tu pojawia się problem, bo nie istnieje jedna, obiektywna odpowiedź na pytania o emocje. Wyniki porównuje się więc z tzw. „konsensusem”, czyli tym, jak odpowiedziała większość. Jeśli więc myślisz „inaczej”, masz wynik gorszy.

To rodzi pytanie:
Czy dopasowanie do emocjonalnej większości (wyników większości) to faktycznie oznaka inteligencji?
Czy może raczej konformizmu społecznego?
Poza tym osoba inteligentna lub po prostu sprytna w prosty sposób może manipulować odpowiedziami, chcąc uzyskać „lepszy” wynik.

Cała koncepcja inteligencji emocjonalnej balansuje na granicy psychologii i marketingu. To ciekawy konstrukt opisowy, ale niekoniecznie mierzalny i spójny naukowo. EI działa świetnie w języku coachingu i szkoleń, bo brzmi „mądrze” i daje złudzenie kontroli nad chaosem emocji. Jednak z punktu widzenia nauki nie do końca spełnia podstawowe kryteria, by nazywać EI inteligencją. Testy EQ w dużej mierze badają samoocenę i skłonność do dopasowania się do społecznych oczekiwań, a nie realne zdolności. Popularność EI wynika nie tyle z jakości tej koncepcji, co z siły narracji (miła obietnica), że wystarczy kilka szkoleń i testów, by stać się „emocjonalnie inteligentnym liderem”. Innymi słowy inteligencja emocjonalna (serwowana przez środowiska biznesowe), to raczej miękki mit niż twarda nauka.

Link:

https://dobryhr.eu/doradztwo-zawodowe-coaching-i-test-gallupa/

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.

LINK:

https://dobryhr.eu/oferta/

Zapraszam do kontaktu.

UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ