Categories Artykuły

Dezinformacja w mediach społecznościowych. Poradnik

Czy potrafisz rozpoznać co jest prawdą, a co manipulacją w zalewie informacji, które każdego dnia docierają do Ciebie z każdej strony? W świecie cyfrowym nie jest to już jedynie cenna umiejętność, to niezbędna kompetencja, bez której trudno się obejść. Szczególnie dotyczy to zawodów opartych na pracy z treściami, analizie danych, czy tworzeniu komunikatów, gdzie narzędziem codziennej pracy stają się media, a przede wszystkim media społecznościowe. To właśnie tam granica między faktem a opinią, rzetelnością a dezinformacją bywa wyjątkowo cienka.

Żyjemy w epoce informacyjnego szumu. Każdego dnia przez nasze smartfony przewijają się setki postów, artykułów, komentarzy i „rewelacji”. W tej kakofonii głosów coraz trudniej jest odnaleźć prawdę. A co gorsza, niektórzy celowo wprowadzają nas w błąd. Czas więc, żeby przyjrzeć się temu zjawisku z bliska i nauczyć się bronić przed nim skutecznie. Choć to nie będzie takie proste, niestety jest wiele osób bardzo podatnych na dezinformację, ponieważ mają słabo wykształcone filtry poznawcze i słabo rozwinięte myślenie analityczne.

Dezinformacja to nie zwykły błąd czy nieścisłość, to celowe socjotechniczne oddziaływanie. To świadome rozpowszechnianie fałszywych lub wprowadzających w błąd informacji z zamiarem wywołania konkretnego efektu. W przeciwieństwie do swojej „łagodniejszej” kuzynki misinformacji. Misinformacja to nieświadome przekazywanie nieprawdziwych informacji przez ludzi, którzy wierzą w nieprawdziwe informacje, lub świadome, ale bez intencji wyrządzenia szkody… dezinformacja ma jasno określony cel i złą intencję.

Wyobraź sobie, że ktoś celowo tworzy fałszywe CV, żeby dostać pracę. To nie pomyłka, to dezinformacja w czystej postaci. Podobnie dzieje się w mediach społecznościowych, gdzie niektórzy użytkownicy lub organizacje celowo fabrykują treści, aby wpłynąć na nasze decyzje, przekonania czy zachowania.
Wybitnie często dezinformację uprawiają środowiska uwikłane w politykę, nie ma znaczenia czy to lewa, czy prawa strona, cała polityka jest wysycona medialną dezinformacją.

Ale uwaga, dezinformacja przybiera różne formy. Czasem to kompletnie wymyślone historie, a czasem to prawdziwe fakty podane w fałszywym kontekście. Najgroźniejsze są te „półprawdy”, bo trudno je zdemaskować. To jak sprzedawca, który mówi prawdę o produkcie, jednak umyślnie przemilcza jego wady. Jest to pewna forma czegoś, co zwie się gaslighting.

Linkedin to profesjonalna wizytówka milionów ludzi na całym świecie. Tu kreujemy swój wizerunek zawodowy, szukamy pracy, nawiązujemy kontakty biznesowe. To sprawia, że platforma ta jest szczególnie podatna na określone rodzaje dezinformacji.

Fałszywe osiągnięcia zawodowe:
To prawdziwa plaga Linkedina. Ludzie przypisują sobie sukcesy firm, w których pracowali, ale za które nie byli odpowiedzialni. Inflacja tytułów stanowisk to kolejny problem. Ta inflacja tyczy też tytułów naukowych, w tym MBA, choć to w sumie nie jest tytuł naukowy (a jedynie double postgraduate). „Senior Global Manager MBA” brzmi przecież lepiej niż „manager” – prawda? Ale gdy okaże się, że osoba z takim tytułem dysponuje umiejętnościami początkującego specjalisty, wtedy pojawia się zdziwienie.

Manipulowane statystyki biznesowe to kolejny klasyk:
Hasła takie jak „Zwiększyłem sprzedaż o 300%!” brzmią spektakularnie i natychmiast przykuwają uwagę. Cyfry wydają się nie kłamać. Kto by nie chciał współpracować z kimś, kto osiąga tak fenomenalne rezultaty?
Problem pojawia się, gdy zagłębiamy się w szczegóły. Okazuje się bowiem, że ta „rewolucyjna” sprzedaż wzrosła zaledwie z 1 do 4 sprzedanych produktów. To klasyczna manipulacja statystyczna, gdzie technicznie wszystko się zgadza, ale kontekst został celowo pominięty. Procenty bez podania wartości bazowych to jeden z najczęstszych sposobów na wprowadzenie potencjalnych klientów czy inwestorów w błąd.

Fałszywe rekomendacje:
To zjawisko jest szczególnie częste w grupach tworzonych przez różnych „guru” od sprzedaży, trenerów Linkedina, różne grupki HR-owe. Zjawisko jest widoczne często w komentarzach pod postami owych „guru”, gdzie silnie uwidacznia się hurracjonizm polecający wśród sztucznie mobilizowanych do komentowania ludzi. To jak dawanie sobie nawzajem fałszywych referencji. Na Linkedinie dezinformacja ma szczególny charakter, jest jakby „profesjonalna”. Ludzie starają się, żeby kłamstwa wyglądały wiarygodnie i pasowały do biznesowego kontekstu. To czyni je szczególnie niebezpiecznymi, bo łatwiej w nie uwierzyć. Kłamią prawie wszyscy, rekruterzy, kandydaci szukający pracy, CEO i managerowie kreujący swoje marki osobiste, dziennikarze, influencerzy i inni. Oczywiście poza tym jesteśmy szprycowani pełnym pakietem dezinformacyjnym jak na innych portalach, jak chociażby na Facebooku.

Facebook to zupełnie inna bajka, choć ten sam matrix. Bajki w matrixie mogą się przeplatać. Tu dezinformacja często przybiera bardziej emocjonalny, społeczny charakter. Nie chodzi głownie o dezinfo zawodowe jakby profesjonalne i jakby milsze. Tam bardziej chodzi o wywołanie reakcji negatywnych masowych, podziałów społecznych. Dezinformacja jest aranżowana z pełnym impetem jaki daje potencjał hejtu. Bywa, że taką dezinformację wytwarzają służby wrogich państw, względem innych państw.

Sensacyjne nagłówki:
To podstawowe narzędzie dezinformacji na Facebooku. „SZOKUJĄCE! Tego nie pokażą Ci w telewizji!” – takie tytuły kuszą do kliknięcia, ale często prowadzą do treści, które mają niewiele wspólnego z prawdą. Clickbait zawsze dobrze zasysa masę masowo.

Manipulowane zdjęcia i filmy:
To kolejny poziom. Technologie deepfake i proste narzędzia do edycji sprawiają, że każdy może stworzyć „dowód” na poparcie swojej tezy. Zdjęcie z jednej sytuacji zostaje podpisane zupełnie inną historią. A te zdjęcia z samolotów testowych gdzie są stalowe zbiorniki, to wiecie, to na pewno że ale jakże na pewno, że no wiecie, że no to te no… chemtrails.

Fałszywe profile:
To prawdziwa fabryka dezinformacji wytwarzanej przez troll konta. Boty, konta fałszywe i konta podszywające się pod prawdziwych ludzi powielają nieprawdziwe treści, tworząc wrażenie, że „wszyscy tak myślą bo jest nas wielu”.
Bo w kupie siła… tylko, że w tym wypadku to kupa, ale taka brązowa. Jest to jedno z największych zagrożeń związanych z rozpowszechnianiem dezinfo.

Różnica między Linkedinem a Facebookiem jest jednak spora. Na Linkedin kłamstwa są „eleganckie” i dotyczą głównie kariery zawodowej, choć czasami jakaś religia i polityka też się wyłoni, albo pseudoporady medyczne. Na Facebooku dezinformacja jest bardziej agresywna, emocjonalna i często dotyczy tematów społeczno-politycznych. Linkedin to kostium i krawat, Facebook to krzyk na ulicy.

Może się wydawać, że ogłoszenia o pracę to ostatnie miejsce, gdzie spodziewalibyśmy się dezinformacji. W końcu pracodawcy chcą znaleźć odpowiednich kandydatów, a ci szukają prawdziwych ofert. Niestety, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.

Phantom jobs:
To zjawisko, które nabiera rozpędu. Firmy publikują ogłoszenia na stanowiska, których w rzeczywistości nie planują obsadzić. Robią to, żeby zbadać rynek, zbierać CV na przyszłość lub po prostu poprawić swój wizerunek jako „rozwijającej się firmy”.

Przesadzone benefity:
To kolejna pułapka. „Elastyczne godziny pracy” może oznaczać, że pracujesz, kiedy chcesz, albo że jesteś dostępny 24/7. „Młody, dynamiczny zespół” często znaczy, że nikt nie ma doświadczenia i wszyscy pracują po godzinach.

Fałszywe zakresy wynagrodzeń:
To prawdziwa plaga. „Wynagrodzenie do 8000 zł” brzmi świetnie, ale gdy na rozmowie okaże się, że to maksimum dla kogoś z 10-letnim doświadczeniem, a dla ciebie przewidziano 4000 zł, czujesz się oszukany. Choć wpływowi uległeś, bo udział w cyrku wziąłeś.

Dlaczego to się dzieje? Firmy konkurują o uwagę kandydatów w zatłoczonym rynku pracy. Czasem świadomie przekraczają granicę prawdy, żeby wyróżnić się z tłumu. To krótkowzroczna strategia, która psuje wizerunek firmy, ale niektóre organizacje są gotowe ponieść tę cenę. Przy okazji psuje to rynek pracy.

Obrona przed dezinformacją to umiejętność, którą można i trzeba rozwijać. To nie paranoja, to nowoczesna higiena informacyjna. Kiedyś za paranoików uważano tych, co myją zęby. Teraz prawie wszyscy myją zęby.

Zasada trzech źródeł:
Jeśli jakaś informacja wydaje ci się ważna lub szokująca, sprawdź ją w przynajmniej trzech niezależnych, wiarygodnych źródłach. Ale nie wystarczy znaleźć tej samej informacji na trzech różnych stronach, bo one mogą po prostu się nawzajem cytować. I powielać tę samą dezinformację.

Przykład: Widzisz post/artykuł o tym, że jakaś znana firma ma ogromne problemy finansowe. Zanim udostępnisz to dalej, sprawdź na oficjalnej stronie firmy, w serwisach finansowych i w renomowanych mediach. Często okazuje się, że to plotka lub mocno przesadzona interpretacja faktów. I tak wiem, nie istnieją już wiarygodne renomowane media. Chodziło mi o te mniej popsute.

Sprawdzaj daty i kontekst:
Stare zdjęcia podpisywane nowymi opisami to klasyk dezinformacji. Skorzystaj z wyszukiwarki obrazów Google, żeby sprawdzić, czy zdjęcie nie pochodzi z zupełnie innej sytuacji.

Zwróć uwagę na język:
Treści dezinformacyjne często używają bardzo emocjonalnego języka, DUŻYCH LITER, mnóstwa wykrzykników!!! Jeśli coś sprawia wrażenie, że autor bardzo chce cię przekonać, to znak, że warto być ostrożnym. Rozumiesz… WARTO być ostrożnym. Ostrożnym być WARTO.

Sprawdzaj profile:
Na Linkedin poświęć chwilę na przejrzenie profilu osoby, która dzieli się „rewelacjami” o branży. Czy jej doświadczenie zawodowe potwierdza kompetencje do wypowiadania się na dany temat? Na Facebooku, czy profil wygląda na prawdziwy? Chociąż na Linkedin też są fałszywe profile.
Czy ma zdjęcia z różnych okresów, czy tylko jedno zdjęcie profilowe?

Używaj fact-checkerów:
One też bywają pomyłką, ale specjalizują się w weryfikacji informacji. Nimi zwiększasz szansę na uniknięcie dezinformacji, choć jej całkowicie nie eliminujesz. To nie znaczy, że musisz sprawdzać każdą informację, ale gdy coś budzi twoje wątpliwości, warto skorzystać z ich pomocy.

Rekapitulując…

Dezinformacja w mediach i mediach społecznościowych, to duży problem.  To codzienność, z którą musimy się zmierzyć. Różni się nieco w zależności od platformy, na Linkedin jest częściej profesjonalna i elegancka, na Facebooku częściej jest silnie emocjonalna i agresywna. A w ogłoszeniach o pracę subtelna i kusząca niczym Dżesika Talentakłyzyszyn co do IT rekrutuje, choć ta subtelność dla smakoszy trąca cepeliadą.

Kluczem do obrony nie jest paranoja, czy nieufność do wszystkiego co widzimy online. To raczej zdrowy sceptycyzm połączony z nawykiem weryfikowania informacji. W świecie, gdzie każdy może być nadawcą, wszyscy musimy być bardziej świadomymi odbiorcami. Bez przesadnej spiny, bo pamiętaj, emocje nie służą chłodnej analizie tego co czytasz lub co oglądasz. Studź emocje. Analizuj bez emocji.

Pamiętaj też, że w erze informacyjnej każdy z nas ma odpowiedzialność nie tylko za to, co publikuje, ale także za to, jak reaguje na treści innych. Każde udostępnienie, polajkowanie, komentarz to taka mała decyzja, która wpływa na to, jakie treści będą widzieli inni. To większa odpowiedzialność, niż nam się wydaje. I większa siła, niż moglibyśmy przypuszczać.
Dezinformacja jest potężnym narzędziem wpływu społecznego.
Bywasz jej częścią.

Temat oczywiście nie został wyczerpany.
Bo dezinformacja, to tematycznie studnia bez dna.
Zawsze z drugim dnem.

LINK:

https://dobryhr.eu/manipulacja-w-komunikacji-social-media-przyklady/

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.

LINK:

https://dobryhr.eu/oferta/

Zapraszam do kontaktu.

UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ