Asertywność i niezależność emocjonalna nie rodzą się z przypadku, lecz z uważnej pracy nad własnymi granicami i sposobem reagowania na świat. To obszary, które wymagają nie tylko wiedzy, ale też odwagi, by przyjrzeć się sobie bez uproszczeń. Tytułem wstępu wspomnę tylko, że asertywność i niezależność emocjonalna są ze sobą powiązane, ponieważ asertywność jest ważnym narzędziem w budowaniu niezależności emocjonalnej. To trochę jak z niektórymi witaminami, jedna wchłania się źle bez drugiej. Uprzedzam też, że nie będzie to prosty niedzielny poradnik w stylu: „Czym jest asertywność w pigułce dla Andrzeja i Doroty?”.
Asertywność nie jest powszechna. Co i jak – do tego dojdziemy stopniowo. To nie jest częsta miękka kompetencja do wpisania w CV dla każdego. To nie zestaw „komunikatów ja” z taniego kursu rozwoju osobistego. To coś znacznie głębszego, jest to umiejętność postawienia granicy i obrony własnego terytorium emocjonalnego. To świadomość, że masz prawo do swojego zdania i stawiania granic. Ale też tego, że inni mają święte prawo mieć Twoje zdanie w dupie. Asertywność to nie jest bastion jednostronny. Asertywność to cecha wielowymiarowa.
Wbrew temu co czasami próbuje wmówić współczesna pseudopsychologia asertywność to nie „umiejętność dogadania się z każdym”. To nie próba przypodobania się światu w kulturalnej formie. To postawa wewnętrznej siły, której fundamentem jest odporność psychiczna. Dlatego asertywność to talent dany nielicznym, bo niewielu potrafi wytrzymać to, że nie każdy ich lubi i szanuje.
Asertywność to kompetencja przyszłości.
Asertywność to jasne komunikowanie własnych granic i oczekiwań bez agresji, ale też bez lęku, że komuś się to nie spodoba. To stanowczość bez przemocy i pewność siebie bez potrzeby dominacji. Chociaż bywa odbierana właśnie jak dominacja. Silni, zdrowi ludzie potrafią powiedzieć: „Nie, nie zgadzam się”, „Nie, nie mam ochoty”, „Nie, to nie moja sprawa”. Potrafią powiedzieć to spokojnie, bez tłumaczenia się, bez proszenia o zrozumienie i bez obsesyjnej potrzeby bycia lubianym.
Umiejętność stawiania granic to sztuka, sztuka której można się nauczyć. Wymaga dojrzałości emocjonalnej, świadomości własnej wartości i odporności psychicznej. To właśnie ona odróżnia ludzi, którzy potrafią żyć w zgodzie ze sobą – od tych, którzy wiecznie próbują wszystkich zadowolić, a potem płaczą, że ktoś im wchodzi na głowę.
A dlaczego to kompetencja przyszłości?
Odpowiedź jest prosta.
Ponieważ żyjemy w coraz większym szumie informacyjnym i w coraz bardziej roszczeniowym społeczeństwie.
Rozwój technologii i przemiany społeczne silnie temu sprzyjają.
(*takie wyprasowane definicje nieco podważymy na koniec)
Dlaczego?
Bo można.

Dygresja: Żyjemy w epoce pozorów i kultu egoizmu.
Współczesny świat jest silnie przebodźcowany i przesycony pozorami. Uśmiechy są często sztuczne, rozmowy powierzchowne, a relacje płytkie i „plastikowe”. Rośnie ilość interakcji, spada ich jakość. Do tego dochodzi wszechobecny kult egoizmu: „Twoje zdanie ma znaczenie”, „Twoja opinia jest ważna”, „Masz prawo być wysłuchany”. Tyle że… to nieprawda. A przynajmniej nie zawsze. To, że masz coś do powiedzenia, nie czyni Twojego zdania z automatu wartościowym dla innych. To że uważasz siebie za ważnego, nie znaczy, że świat podziela tę opinię.
Kult egoizmu sprawił, że mnóstwo ludzi żyje w przekonaniu, że są kimś wyjątkowym i że każdy musi ich wysłuchać, pochylić się, zrozumieć, pocieszyć. Nie musi. Świat nie działa w ten sposób. Twoje zdanie nie jest ważne dla całego świata. Nawet jeśli Ty myślisz, że jesteś faraonem Ramzesem lub księżną Kentu, to i tak nie każdy myśli, że tak jest.
A nawet jeśli faktycznie jesteś faraonem Ramzesem lub księżną Kentu, to i tak na pewno ktoś ma Cię w dupie.
Dlaczego?
Bo może.
Nie każdy musi Cię wysłuchać, nie każdy musi Cię lubić.
To że mówisz nie oznacza, że ktoś ma obowiązek słuchać. To że istniejesz nie oznacza, że musisz być lubiany. Nikt nie ma obowiązku słuchać Cię z uwagą, ani tym bardziej zgadzać się z Tobą zawsze i wszędzie. A tym bardziej nikt nie musi robić tego, co sobie zażyczysz.
Każdy ma prawo powiedzieć Ci że gówno go obchodzi, co myślisz. Może to zrobić grzecznie: „Nie interesuje mnie to”. Może subtelnie: „Nie mam teraz czasu”. Może też prosto i twardo: „Gówno mnie to obchodzi”. I to wszystko jest w granicach jego prawa do asertywności.
Jako odbiorca komunikatu nie masz monopolu na formę komunikacji, która akurat Tobie odpowiada. Nikt nie musi być dla Ciebie miły i empatyczny na zawołanie – w taki sposób, jaki sobie wymyślisz. To że Ty masz swoją wrażliwość, nie oznacza, że świat ma się do niej dopasować. Tak wiem, pseudopsychologia w Internecie będzie Cię rozpieszczać i mówić co innego. Ale tylko po to, żebyś poświęcił jakiejś treści swój czas i dał lajka. Autor prawdopodobnie będzie miał Cię szczerze w dupie. Tak wiem, to przykre, no ale niestety.
Głównym winowajcą tego co dziś obserwujemy są Internet i social media. To one sprawiły, że wielu uznało swój głos za wyjątkowo ważny. Komentarze, dyskusje pod postami, fora, lajki, udostępnienia… wszystko to stworzyło wielką zbiorową iluzję znaczenia. Która jest bez znaczenia.
Social media sprawiają, że nawet najbardziej przeciętne i puste zdanie może zyskać aprobatę i polubienia. A wtedy zaczyna się budowanie fałszywego poczucia wpływu i wyjątkowości. Problem w tym, że bardzo często głos zabierają tam ludzie pospolicie głupi, nieznający się na temacie, ograniczeni poznawczo, powtarzający zasłyszane frazesy. I z racji potencjalnego zasięgu ich głos zaczyna brzmieć głośniej niż tych, którzy naprawdę mają coś wartościowego do powiedzenia. To z kolei rodzi błędne przekonanie, że każda opinia powinna być traktowana poważnie i z szacunkiem. Otóż – nie powinna. Na szacunek trzeba sobie zapracować, to nie jest coś co Ci się należy na NFZ.

Nikt nie będzie liczył się z Twoim zdaniem dlatego, że musi.
To jeden z najtrudniejszych, ale i najbardziej wyzwalających faktów do zaakceptowania:
Nikt nie musi liczyć się z Twoim zdaniem. Jak również Ty nie musisz liczyć się ze zdaniem każdego. Nie musisz też udawać, że się liczysz ze zdaniem każdego.
Pozytywny terror, czyli moda na pseudopsychologię, pseudorozwój i wymuszoną pozytywność wmówił milionom ludzi, że każdy głos jest ważny i każdy zasługuje na wysłuchanie (*no i oczywiście głos kołcza/guru/eksperta jest najważniejszy). Na szczęście to bzdura.
To złudzenie bardzo dobrze napędza social media, bo im więcej osób myśli, że ich opinia coś znaczy, tym więcej komentuje, lajkuje, kłóci się i napędza ruch. To paliwo dla algorytmów. Ale w prawdziwym życiu ta „ważność” często nie znaczy nic. Nikt nie będzie traktował Twojej opinii poważnie tylko dlatego, że ją masz. Asertywność polega również na zrozumieniu tego i zaakceptowaniu tej prawdy bez fochów i dramatów. Na krytykę o ile umiesz – możesz reagować asertywnie. Na to, że ktoś nie liczy się z Twoim zdaniem też. Spróbuj, to wyzwalające uczucie.
Jeśli ktoś ma Cię w dupie to nie znaczy, że to jest hejt.
Kult egoizmu i pseudorozwoju zrobił z prawie każdej krytyki i z prawie każdej obojętności hejt lub wielką niegrzeczność. Tymczasem to, że ktoś ma Cię w dupie, nie jest hejtem. Nie musi być też arogancją. Często to po prostu brak zainteresowania. Co więcej, można być wobec kogoś lub jakiejś treści krytycznym bez przejawiania jej większego zainteresowania. I to się nie wyklucza.
Ludzie mają prawo mieć Cię w dupie. Mają prawo mieć w dupie Twoje zdanie, Twoje poglądy, Twoje historie i Twoje emocje. I nie muszą tego uzasadniać, ani przepraszać. To nie powód, żeby się obrażać. To powód, żeby się otrząsnąć. Żeby złapać dystans. Żeby przestać wierzyć, że jesteś pępkiem świata.
Wzmocnij swoją odporność psychiczną. Naucz się przyjmować to, że nie zawsze będziesz lubiany, słuchany i brany pod uwagę. To nie porażka, to normalność. I dobre preludium do treningu asertywności. Właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa siła. Bo asertywność nie polega na tym, żeby mieć zawsze rację. Polega na tym, żeby nie potrzebować potwierdzenia tej racji od innych zawsze i wszędzie.
Asertywność to wolność.
Kiedy zrozumiesz, że nie każdy musi Cię wysłuchać, że nie każdy musi Cię lubić i że nie każdy będzie się z Tobą liczył, to odzyskasz coś bardzo cennego: wolność. Zrozumiesz wtedy, że Ty też nie musisz się wszystkim przejmować, że nie musisz spełniać wszystkich zachcianek innych osób, że masz prawo mówić stanowcze nie.
Wolność od potrzeby ciągłego udowadniania swojej wartości. Wolność od oczekiwania potwierdzenia. Wolność od frustracji, że ktoś Cię nie rozumie. Asertywność to nie jest bycie chamem. To bycie wolnym człowiekiem, który wie, gdzie są jego granice i który rozumie, że inni też mają swoje. I dlatego właśnie asertywność to talent dany nielicznym. Bo niewielu potrafi znieść tę prostą, brutalną prawdę: świat nie kręci się wokół Ciebie.
Definicje z Internetu spłaszczają głębię asertywności.
Większość oficjalnych definicji asertywności brzmi jak żywcem wyjęta z podręcznika dla kursantów na szkoleniu z „miękkich kompetencji w 2 dni i taniej już nie będzie”.
Są banalne, ogólnikowe i niesmacznie spłycające.
Weźmy na przykład taką definicję:
„Asertywność to umiejętność wyrażania własnego zdania, uczuć, postaw w sposób otwarty, w granicach nienaruszających praw, ani psychicznego terytorium innych osób oraz własnego. Innymi słowy, to umiejętność zachowania się równocześnie z szacunkiem dla siebie i dla innych. To umiejętność zachowania się w sposób nieagresywny, niepowodujący cierpienia innych ani też własnego.”
Brzmi ładnie. Brzmi poprawnie. Ale problem w tym, że niczego realnie nie tłumaczy. Bo nikt nie określa, co dokładnie oznacza „agresywne”. W zasadzie dla różnych ludzi może to oznaczać coś innego. Ani co to za mglisty konstrukt: „powodowanie cierpienia”. Są przecież ludzie, którym nie powiesz „dzień dobry” i z tego powodu cierpią, tylko to nie jest Twój problem, ani to nie jest problem z Tobą.
Idąc tym tokiem <czyli tokiem pozytywnego terroru> – każda Twoja stanowcza, ale nieagresywna reakcja może zostać zmanipulowana komunikacyjnie. Ktoś może powiedzieć: „Nie podoba mi się ton, w jakim mówisz”, „To mnie rani”, „Sprawiasz, że źle się czuję”. I już Ci kradną Twoją asertywność. Pamiętaj, że pozytywni terroryści tak naprawdę wcale nie są pozytywni i że bardzo nie lubią Twojej asertywności – o ile rzecz jasna masz ją w sobie.
W praktyce oznacza to próbę wyłączenia Twojej asertywności. Próba wciśnięcia Cię z powrotem w rolę cichego, potulnego człowieka, który nie stawia granic, bo przecież „trzeba być miłym”. W ten sposób każda Twoja stanowcza reakcja może być nazwane chamstwem. Ale najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że… to nie ma znaczenia. Nie musisz nikomu się tłumaczyć z tego, że jasno stawiasz swoje granice. Możesz mieć to po prostu w dupie. I to Twoje święte prawo.
Asertywność bywa nagminnie mylona z agresją.
Szczególnie w Internecie…
Jednym z największych nieporozumień naszych czasów jest utożsamianie asertywności z agresją. Kiedy mówisz wprost, bronisz swoich granic, kiedy nie zgadzasz się z kimś otwarcie i bez przepraszania, bardzo szybko usłyszysz, że „atakujesz”, „masz zły ton”. Jakże to częste w social mediach prawda?
Tymczasem asertywność nie ma nic wspólnego z przemocą. To nie jest atak, to obrona własnego terytorium psychicznego. Ale współczesna kultura „pozytywnego myślenia” i „dobrych wibracji” zrobiła ludziom wodę z mózgu. Wmawia, że trzeba być zawsze miłym, spokojnym, uśmiechniętym, że wszystko da się rozwiązać „dobrą energią” oraz przytakiwaniem i ciągłym pozdrawianiem.
Ale to nie jest komunikacja inteligentna.
I właśnie to jest najbardziej perfidne w tym całym nurcie pseudopsychologii. Psychologia pozytywna w swoim zniekształconym, popkulturowym wydaniu manipuluje pojęciem asertywności. Zamiast uczyć stawiania granic uczy unikania konfrontacji. Ale nie uczy asertywnego konfrontowania się. Zamiast wzmacniać charakter promuje sztuczne ugładzanie i wycofywanie emocji.
To dlatego gdy powiesz coś twardo, to od razu pojawia się etykieta: „agresywny”, „chamski”, „toksyczny”, „negatywny”. A tak naprawdę nie jesteś żadną z tych rzeczy, po prostu nie zgadzasz się grać w grę pozorów i nie dajesz sobą manipulować przez pozytywnych terrorystów.
Manipulacja w komunikacji. To też przeczytaj.
LINK:
https://dobryhr.eu/manipulacja-w-komunikacji-social-media-przyklady/
Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.
LINK:
Zapraszam do kontaktu.


