Czy warto być szczerym? Rekrutacja i Tinder

Szczerość uchodzi za jedną z najbardziej pożądanych cech, ale w praktyce rzadko bywa nagradzana. W relacjach zawodowych i prywatnych deklarujemy, że cenimy autentyczność, lecz gdy pojawia się w wersji nieoszlifowanej, często wywołuje dyskomfort. Rekrutacja i Tinder są dziś dwoma równoległymi światami, które działają według podobnych zasad i podobnych iluzji. Oba obiecują wolność wyboru, a w rzeczywistości produkują schematy, uproszczenia i szybkie oceny. W takim środowisku szczerość staje się ryzykownym eksperymentem, a nie wartością.

Tinderyzacja rekrutacji to zjawisko, w którym procesy zawodowe zaczynają przypominać mechanikę aplikacji randkowych. Dominuje powierzchowność, szybkie decyzje, natychmiastowe odrzucenia i obsesja na punkcie kandydata idealnego. Rekruterzy deklarują profesjonalizm, ale w praktyce często działają jak użytkownicy aplikacji randkowej: przeglądają profile, oceniają w kilka sekund, kierują się pierwszym wrażeniem i własnymi preferencjami, które nie mają nic wspólnego z realnymi kompetencjami. Kandydat staje się slajdem do przesunięcia, a nie człowiekiem z historią, doświadczeniem i kontekstem.

Powierzchowność działa w obie strony. Kandydaci również zaczynają traktować rekrutację jak grę, w której liczy się autoprezentacja, a nie prawda. W efekcie powstaje rynek, w którym wszyscy udają, że są kimś innym. Rekruterzy udają profesjonalistów, kandydaci udają idealnych pracowników, a obie strony udają, że proces ma sens. Tinderyzacja wzmacnia binarność ocen: tak lub nie, pasuje lub nie pasuje, chemia jest lub jej nie ma. Zero przestrzeni na niuanse, kontekst, indywidualność. Zero miejsca na człowieka.

W tym modelu pojawia się roszczeniowość ze strony rekruterów, którzy oczekują, że kandydat będzie jednocześnie elastyczny, pokorny, kompetentny, skromny, pewny siebie, (ale nie za bardzo), ambitny (ale nie za bardzo), doświadczony (ale nie za drogi). To poszukiwanie jednorożca, który nie istnieje. Brak elastyczności i otwartości sprawia, że rekrutacja staje się filtrem do odsiewania ludzi, a nie narzędziem do ich poznawania i do pozyskiwania talentów. Tinder działa identycznie. Mechanizm jest ten sam: szybka ocena, szybkie odrzucenie, szybkie rozczarowanie. I ciągłe poczucie, że gdzieś tam jest ktoś lepszy. A szukać przecież można w nieskończoność.

Zarówno na Tinderze, jak i w rekrutacji deklaracje o szczerości są pustymi hasłami. Kobiety w aplikacjach randkowych często piszą, że cenią szczerość, ale w praktyce oznacza to szczerość, która jest przyjemna, wygodna i zgodna z ich oczekiwaniami. Rekruterki mówią to samo: proszę być szczerym, proszę mówić otwarcie, proszę być sobą. Dopóki kandydat mówi to, co chcą usłyszeć, szczerość jest mile widziana. Gdy pojawia się coś niewygodnego, szczerość natychmiast staje się problemem.

To mechanizm psychologiczny oparty na selektywnej akceptacji informacji. Ludzie lubią szczerość tylko wtedy, gdy potwierdza ich przekonania, wzmacnia ich obraz siebie lub nie narusza ich komfortu. Gdy szczerość dotyka obszarów trudnych, staje się zagrożeniem. Dlatego w praktyce szczerość rzadko się opłaca. Na Tinderze może prowadzić do natychmiastowego odrzucenia, bo nie wpisuje się w oczekiwany scenariusz. W rekrutacji może zakończyć proces, bo rekruterka uzna, że kandydat jest zbyt bezpośredni, zbyt wymagający, zbyt świadomy swoich granic. Szczerość jest akceptowana tylko wtedy, gdy jest wygodna. Gdy przestaje być wygodna, staje się problemem. To dlatego slogan o szczerości jest jedynie dekoracją, a nie realną wartością.

W kulturze tinderyzacji szczerość bywa odbierana jako oznaka naiwności. Mechanizmy psychologiczne działają tu bezlitośnie. Po pierwsze – działa efekt projekcji: ludzie zakładają, że inni mają takie same intencje jak oni. Jeśli ktoś jest szczery bywa postrzegany jako osoba, która nie rozumie gry, nie zna zasad, nie potrafi manipulować rzeczywistością. Po drugie – działa mechanizm dominacji: osoba, która mówi otwarcie o swoich potrzebach, może być odbierana jako mniej elastyczna, a więc mniej atrakcyjna w świecie, który premiuje uległość i dopasowanie.

Szczerość odsłania. A odsłonięcie jest ryzykiem. W relacjach zawodowych i randkowych ludzie często boją się ryzyka, bo ryzyko oznacza odpowiedzialność. Łatwiej jest odrzucić kogoś szczerego, niż zmierzyć się z jego prawdą. Łatwiej jest uznać szczerość za słabość, niż za siłę. W efekcie powstaje paradoks: wszyscy deklarują, że chcą autentyczności, ale gdy ją dostają, reagują lękiem lub dystansem.

Szczerość jest niedoceniana, bo wymaga dojrzałości emocjonalnej. A dojrzałość emocjonalna jest rzadkim zasobem. Ludzie wolą narracje, które są proste, przewidywalne i zgodne z ich oczekiwaniami. Szczerość wprowadza chaos, bo pokazuje świat takim jaki jest, a nie takim, jakim chcielibyśmy go widzieć. Mechanizm unikania dysonansu poznawczego sprawia, że ludzie odrzucają informacje, które burzą ich obraz rzeczywistości. W rekrutacji szczerość kandydata może być odebrana jako brak pokory. W relacjach randkowych jako brak taktu. W obu przypadkach działa ten sam schemat: szczerość jest trudna, więc jest odrzucana. Niedoceniana. Degradowana. A potem zastępowana frazesami o autentyczności, które nie mają żadnego pokrycia w praktyce. Dlatego zarówno „relacje” tinderowe, jak i procesy rekrutacyjne są grą pozorów i iluzją. Z resztą zabawa w Tindera, to przecież też rekrutacja.

To nie jest teza o wyższości lub niższości którejkolwiek płci. To opis struktury. Zarówno Tinder, jak i współczesna rekrutacja są środowiskami, w których dominują kobiety – decyzyjnie, operacyjnie i kulturowo. To one tworzą większość zespołów rekrutacyjnych, to one projektują procesy, to one decydują o standardach komunikacji (o ile takie w ogóle są), to one są liczniejsze w branży HR i rekrutacyjnej. W aplikacjach randkowych to kobiety mają przewagę wyboru i atencji, bo statystycznie otrzymują wielokrotnie więcej uwagi, niż mężczyźni. To nie jest ocena, to fakt.

Z tego wynikają konkretne zagrożenia. Po pierwsze – asymetria władzy. Gdy jedna strona ma przewagę, proces przestaje być partnerski. Po drugie – filtr emocjonalny. Jeśli większość decyzji podejmują osoby kierujące się intuicją, a nie narzędziami, proces staje się subiektywny. Po trzecie – ryzyko homogenizacji. Gdy jedna grupa dominuje, procesy zaczynają być projektowane pod jej preferencje, a nie pod realne potrzeby rynku. Zdarza się też dyskryminacja odwrócona i dyskryminacja pozytywna (pozytywna tylko z nazwy i nie dla jej adresatów).

To nie jest wina kobiet. To wina systemu, który nie potrafi zbudować równowagi. Systemu, który premiuje intuicję zamiast kompetencji. Systemu, który tworzy środowisko, w którym szczerość staje się zagrożeniem, a nie wartością.

Szczerość w świecie tinderyzacji jest luksusem, na który mało kto może sobie pozwolić. Zarówno w rekrutacji, jak i w relacjach randkowych, autentyczność jest deklarowana jako wartość, ale w praktyce bywa karana. Mechanizmy psychologiczne, strukturalne i kulturowe sprawiają, że szczerość jest odbierana jako słabość, zagrożenie lub brak dopasowania. Tinderyzacja rekrutacji tworzy środowisko, w którym liczy się pierwsze wrażenie, szybka ocena i wygodna narracja. W takim świecie szczerość nie ma przestrzeni, bo wymaga czasu, odwagi i gotowości do konfrontacji z prawdą. A prawda jest trudna. Dlatego pytanie, czy warto być szczerym, nie ma jednej odpowiedzi. Warto, jeśli jesteśmy gotowi ponieść konsekwencje. Nie warto, jeśli oczekujemy nagrody. Bo w świecie, który działa jak Tinder, szczerość nie jest walutą. Jest testem. I niewielu go zdaje.

LINK:

https://dobryhr.eu/chemia-w-rekrutacji-intuicja-udajaca-profesjonalizm/

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.

LINK:

https://dobryhr.eu/oferta/

Zapraszam do kontaktu.