Categories Artykuły

Czy człowiek to zasób? HR i marketing

Czy człowiek to zasób?
Według wielu różnych definicji tak. Tak się przyjęło, tak to kiedyś ktoś wymyślił. Choć w zasadzie w literaturze polskiej jak i światowej brak jest jednoznacznego zdefiniowania tego pojęcia.
Dla jednych to tylko sfera językowa, dla innych coś znacznie głębszego.
Zasób to zasadniczo ilość jakiegoś składnika aktywów, w jakimś momencie.
Być może termin ten wprowadził lub szerzej zaczął nim operować po II Wojnie Światowej Peter F. Drucker zwany „ojcem zarządzania”. Ale ja tego na 100% nie wiem. Nie jest to mocno istotne. Istotne jest to, że termin przyjął się na masową skalę i jest obecnie bardzo popularny.
Zobaczmy, co daje nam na szybko Internet odnośnie regułek.
Przepraszam, nie da się bez przytaczania definicji, w tym wypadku po prostu nie da się inaczej.

Wikipedia:
„Zasoby ludzkie, HR (od ang. human resources) – pojęcie mające dwojakie znaczenie. Pierwsze wywodzi się z nauk społecznych i zgodnie z klasyczną szkołą ekonomii oznacza pracę (siłę roboczą) jako jeden z trzech środków produkcji. Drugie, bardziej powszechne, mieszczące się w zakresie zarządzania, odnosi się do indywidualnych pracowników oraz działu organizacji, który zajmuje się rekrutacją, szkoleniem, motywowaniem oraz zwalnianiem pracowników (czyli polityką personalną)…”

Economypedia:
„Zasoby ludzkie to zbiór pracowników, będący własnością organizacji, określonego sektora, a także gospodarki jako całości. Każda osoba fizyczna, która jest powiązana z organizacją, sektorem lub gospodarką, jest uważana za zasób ludzki. Z kolei w ramach administracji biznesowej pojęcie odnosi się do zarządzania, które firma prowadzi ze swoimi pracownikami. Od zatrudniania do zwalniania, to zadanie działu zasobów ludzkich…”

Umówmy się.
Nazwa „zasoby ludzkie” nie jest zbyt fortunna. Kojarzy się z uprzedmiotowieniem, z dehumanizacją. Nikt o zdrowych zmysłach, szczególnie humanista nie będzie chciał być nazywany zasobem. A tym bardziej traktowany jako zasób. W końcu my ludzie mamy swoją osobowość i godność.
Niemniej jednak tak często jest, że stajemy się zasobami jako ludzie dla organizacji w jakiej pracujemy. Zapewne też dla wojskowej komendy uzupełnień. Sama nazwa już na starcie sugeruje to, że pracownik będzie traktowany instrumentalnie, przynajmniej z poziomu nazewnictwa. Termin ten tak jakby pomija ludzką naturę człowieka.

I nie, nie da się tego przypudrować pięknymi HR-owymi hasłami, bo sygnał na starcie jest podprogowy. Percepcji podprogowej (inaczej sublimalnej) u człowieka i sugestii w ten sposób wytworzonej nie oszukasz propagandą, ani miłym uśmiechem. A jeśli nawet to się uda, to ten efekt będzie trwał bardzo krótko. Słowa mają moc i znaczenie, tego nie zmienisz.

Na szczęście wymyślono lepiej brzmiące określenie.
Kapitał ludzki… sami przyznacie, że to od razu brzmi trochę lepiej i jakoś tak lżej wpada w ucho. Poza tym kapitał kojarzy się z kapitalizmem, a większość ludzi ze świata biznesu kapitalizm lubi. Zasób z kolei kojarzyć może się z kopalnią i jakimś surowcem typu węgiel albo ruda żelaza. Lub ze składem drewna, a nawet z niewolnictwem. To nie robi milusiej atmosfery.

Kapitał ludzki, skąd nazwa, skąd koncepcja?
W końcu ktoś kiedyś i na to wpadł prawda?
Cytuję:
Trudno określić, kiedy narodziła się koncepcja kapitału ludzkiego, ponieważ już merkantyliści i W. Petty zajmowali się problemem szeroko rozumianych kwalifikacji i ich roli jako czynnika produkcji . Za twórców koncepcji kapitału ludzkiego uznaje się T. W. Schultza i G. S. Beckera, których prace były inspiracją do pogłębionych rozważań nad tą problematyką. Obecnie można uznać, że teoria kapitału ludzkiego należy do bardzo ważnych teorii wyjaśniających zjawiska i procesy związane z wykorzystaniem zasobów ludzkich w gospodarce.”
(źródło: Kapitał ludzki i kapitał społeczny – konceptualizacja pojęć, zależności. Urszula Gołaszewska Kaczan).

Dlaczego kapitał ludzki brzmi lepiej?
To proste. Termin ten bardziej podkreśla wartość jednostki, sugeruje rozwój i inwestowanie w człowieka, oddaje znaczenie wiedzy i umiejętności danej jednostki, nie dokonuje tak brutalnej depersonalizacji w odbiorze.

Co na to marketing?
Całkiem sporo, bo marketing to emocje.
Każdy kto zapomina, że marketing to emocje, gubi po drodze marketing.
Ja bardzo lubię łączyć świat marketingu, ze światem HR. Uważam, że w obecnych czasach, gdzie wizerunek i wiarygodność buduje się głównie przez social media, w tym poprzez portal Linkedin… HR (lub Human Capital) musi coraz lepiej operować na marketingu. Tu synergia jest bardzo potrzebna, jak między drzewami i grzybami w lesie.

Jakie to ma przełożenie na marketing, w tym także na Employer Branding?
Nazwą zawsze lepiej zachęcać, niż zniechęcać, tak uważam. Nazwa podkreśla wartości. Dobra nazwa lepiej kreuje pozytywny odbiór. Lepszy odbiór, to więcej pozytywnych korzyści w perspektywie długofalowej. A kończąc na tym, że brzmienie nazwy ma wpływ na wizerunek i wiarygodność.
Co obecnie w marketingu rekrutacyjnym jest niezwykle istotne.

Nie strasz ludzi, przyciągaj ich.
Stawiaj na Human Capital w nazwie i filozofii i na dobry marketing też.
I chociaż Twoja firma najprawdopodobniej nie nosi nazwy branży HR, a HR jest w niej po prostu jednym z działów (który jest jakoś nazwany), to nie zapominaj, że nazwa też oddziałuje na ludzkie umysły.

Kandydaci na rynku pracy w pierwszym zderzeniu mają obecnie styczność z całym kalejdoskopem nazw. Trochę jak we wiosce smerfów. Jak ktoś nie był w tym lesie, to może się na początku zgubić. Raz masz do czynienia z rekruterami, a raz z HR-owcami. Czasami też z kadrowcami. Bywa też, że z Talent Acquisition Specialist-ami. Oraz z researcherami. Czasami też z headhunterami. Lub ze zwykłymi rekruterami udającymi headhunterów. Nie zdziw się, jak trafisz nawet na jakiegoś ninja recruitment rock star coś tam. HRBP z kolei to już gruby klimat, bo masz cztery literki, a to jak cztery gwiazdki na pagonie, czyli kapitan. Możesz trafić też na HC-owca lub PC-owca. PC-owiec to akronim od People Culture, czyli kolejnego zamiennika HR i HC. Z kolei skrótu HC nie pomyl z innym określeniem, mianowicie z „hard core”, bo hard core, to nie tylko gatunek muzyki. A jeśli HR, to może być też ktoś od Human Relations.

Tak, wiem droga Czytelniczko i drogi Czytelniku, sprawa skomplikowała się. Zrobiłem Ci psikusa i kogel mogel na sam koniec artykułu. To ja uciekam i pozdrawiam.
Miło było.

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wesprzyj autora poprzez patronat.

patronite.pl/dobryHR

UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ