Chemia w rekrutacji: intuicja udająca profesjonalizm

W polskiej rekrutacji od lat funkcjonuje zjawisko które można nazwać alchemią HR. Zamiast twardych danych, metodyki i narzędzi psychometrycznych ze świata nauki pojawia się słynna chemia. Niektórzy rekruterzy (najczęściej rekruterki) mówią o niej z przekonaniem, jakby była realnym wskaźnikiem dopasowania, choć w praktyce jest jedynie zbiorem nieobiektywnych odczuć, emocji i błędów poznawczych. Chemia brzmi atrakcyjnie, bo sugeruje coś głębokiego i niewidzialnego, ale w rzeczywistości jest tylko eleganckim opakowaniem dla pierwszego wrażenia.

Problem polega na tym, że pierwsze wrażenie nie przewiduje efektywności zawodowej. Nie ma takiej zależności w badaniach psychologii pracy. Nie istnieje żaden model który potwierdzałby, że sympatia na rozmowie kwalifikacyjnej przekłada się na wyniki po np. sześciu miesiącach. Mimo to chemia stała się wygodnym skrótem myślowym. Zastępuje analizę kompetencji, obserwację zachowań i zrozumienie kontekstu organizacji. Jest jak magiczny proszek, który ma wyjaśnić wszystko, czego rekruter nie potrafi nazwać. Chemia jest atrakcyjna dla rekruterów z jednego powodu. Pozwala uniknąć odpowiedzialności. Jeśli kandydat się nie sprawdzi, zawsze można powiedzieć że jednak tej chemii zabrakło. To wygodne, ale nieprofesjonalne. Rekrutacja nie jest wróżeniem z fusów. To proces który wymaga narzędzi, wiedzy i umiejętności. A wiara w chemię jest ich zaprzeczeniem.

Efekt halo to jeden z najlepiej udokumentowanych błędów poznawczych. Polega na tym, że jedna cecha lub wrażenie wpływa na ocenę całej osoby. Jeśli kandydat jest pewny siebie, uśmiechnięty i dobrze mówi, rekruter może uznać, że jest kompetentny, dojrzały i dopasowany. Jeśli jest spokojny i introwertyczny, może zostać oceniony jako mało energiczny lub niepasujący do zespołu. To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale ma ogromny wpływ na decyzje. Do tego wiele osób rekrutujących zapomina, że rekrutacja to nie jest randka z Tindera.

Chemia to nic innego jak efekt halo ubrany w ładniejsze słowa. Rekruterzy rzadko przyznają, że kierują się pierwszym wrażeniem, więc nazywają to intuicją. Intuicja brzmi profesjonalnie, ale w rekrutacji jest najczęściej zbiorem uprzedzeń, stereotypów i projekcji. To dlatego kandydaci podobni do rekrutera mają większe szanse. To dlatego przykładowo osoby ekstrawertyczne są oceniane jako bardziej kompetentne (lub na odwrót, to zależy od uprzedzeń rekrutera). Efekt halo działa szybko i bez wysiłku. Wystarczy kilka minut rozmowy. Dlatego chemia jest tak kusząca. Pozwala rekruterowi poczuć że „coś wie”, choć w rzeczywistości nie wie nic. To mechanizm który daje złudzenie trafności. A złudzenia są wygodne, ale niebezpieczne. Szczególnie w procesach, które decydują o karierach ludzi.

Dopasowanie osobowościowe istnieje, ale nie w formie w jakiej opisuje je najczęściej HR. Nie jest to wrażenie z rozmowy, ani poczucie że „dobrze się gadało”. Osobowość to stabilny zestaw cech który można próbować ocenić tylko testami osobowościowymi pochodzącymi ze świata nauki. A te narzędzia mogą stosować wyłącznie osoby z odpowiednimi kwalifikacjami. Rekruter często nie jest psychologiem, a nawet jeśli jest, to z reguły nie ma dostępu i przeszkolenia do tego typu narzędzi. Nie ma uprawnień, nie ma metodologii, nie ma walidowanych narzędzi.

Rozmowa kwalifikacyjna nie pozwala ocenić osobowości. Pozwala ocenić jedynie wybiórczo zachowania w sytuacji stresowej, sposób komunikacji i przygotowanie kandydata. To za mało żeby mówić o dopasowaniu. Osobowość ujawnia się w czasie (tygodnie, miesiące), w realnych zadaniach, w relacjach z zespołem. Nie w trzydziestominutowej rozmowie. Firmy które naprawdę chcą badać dopasowanie korzystają z profesjonalnych testów i z okresu próbnego (od tego jest okres próbny). Nie z chemii. Rekrutacja to nie miejsce na skróty. To proces który wymaga precyzji. Jeśli rekruter twierdzi, że potrafi ocenić osobowość po rozmowie, to znaczy że nie rozumie czym jest osobowość.

Chemia jest jednym z głównych powodów niskiej jakości rekrutacji w Polsce. Prowadzi do decyzji, które nie mają nic wspólnego z kompetencjami. Kandydaci są odrzucani nie dlatego, że nie potrafią wykonywać pracy, ale dlatego, że nie pasują do subiektywnego obrazu idealnego pracownika w głowie rekrutera. To nie jest profesjonalne. To jest niebezpieczne.

Chemia faworyzuje osoby które dobrze wypadają w rozmowach w oczach rekrutującego. To nie zawsze są osoby które dobrze pracują. Z reguły faworyzuje ekstrawertyków, osoby pewne siebie, osoby które potrafią mówić o sobie w atrakcyjny sposób. Dyskryminuje osoby spokojne, analityczne, introwertyczne, osoby które potrzebują czasu żeby się otworzyć lub wdrożyć. A to często właśnie te osoby są najbardziej efektywne w pracy. Chemia prowadzi też do błędów rekrutacyjnych które kosztują firmy realne pieniądze. Zatrudnianie na podstawie intuicji kończy się rotacją, konfliktami i brakiem wyników. Firmy tracą czas, pieniądze i zaufanie kandydatów. A rekruterzy nadal mówią o chemii, jakby była magicznym wskaźnikiem sukcesu. To nie magia. To błąd.

Profesjonalna rekrutacja opiera się na konkretach, a nie na wrażeniach. Zamiast chemii potrzebne są narzędzia, które mają realną trafność predykcyjną. To może oznaczać analizę kompetencji (przez fachowca z danej dziedziny), zadania symulacyjne, case studies, testy wiedzy, rozmowy oparte na dowodach, a nie na intuicji. To oznacza współpracę z menedżerem, który zna realne potrzeby zespołu. To oznacza proces który jest powtarzalny, mierzalny i odporny na błędy poznawcze.

Dopasowanie kulturowe można badać, ale nie intuicyjnie. Można analizować wartości organizacji, styl pracy zespołu, sposób podejmowania decyzji. Można rozmawiać o preferencjach kandydata, o jego doświadczeniach, o tym co go motywuje (tu trzeba uważać, motywacja jest zmienna, a kandydaci nie zawsze mówią szczerze). Ale nie można sprowadzać tego do chemii. Chemia jest zbyt płynna, zbyt subiektywna, zbyt podatna na błędy. Profesjonalna rekrutacja wymaga odwagi. Odwagi żeby przyznać że intuicja nie wystarcza. Odwagi żeby korzystać z narzędzi. Odwagi żeby odrzucić mity, które od lat krążą w HR. Chemia jest jednym z tych mitów. A mity nie powinny decydować o karierach ludzi.

Chemia w rekrutacji to atrakcyjny mit który pozwala rekruterom czuć się pewnie, ale nie ma żadnej wartości predykcyjnej. Jest efektem halo, błędem poznawczym i zbiorem intuicji które nie mają nic wspólnego z profesjonalną oceną kandydata. Dopasowanie osobowościowe istnieje, ale nie da się go ocenić na rozmowie. Wymaga to narzędzi, wiedzy i czasu.

Rekrutacja która opiera się na chemii jest rekrutacją nieprofesjonalną. Prowadzi do błędów, rotacji i złych decyzji. Firmy które chcą zatrudniać skutecznie muszą porzucić chemię-alchemię i zacząć korzystać z metod, które mają realną trafność. Kandydaci zasługują na proces który jest uczciwy, rzetelny i oparty na faktach, zgodny z obowiązującym prawem. A nie na intuicji rekrutera. Chemia może być miła, ale nie jest narzędziem rekrutacyjnym, co najwyżej na stopie prywatnej narzędziem randkowym. I im szybciej HR to zrozumie, tym lepiej dla wszystkich.

LINK:

https://dobryhr.eu/motywacja-i-entuzjazm-najwieksze-pulapki-w-rekrutacji/

LINK:

https://dobryhr.eu/efekt-barnuma-forera-rekrutacja-i-zodiakarstwo/

Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.

LINK:

https://dobryhr.eu/oferta/

Zapraszam do kontaktu.