Negatywny PR. Balon pękł. Utrata wiarygodności.
Uogólniając… HR stracił wiarygodność. I to nie jest tylko problem wizerunkowy, który można przykryć nową kampanią employer brandingową, kilkoma ładnymi zdjęciami i postem z cytatem od Paulo Coelho.
Problem jest głębszy, HR-owcy w dużej mierze sami wykopali pod sobą ten dół z kolcami. Branża, która miała być partnerem biznesu, dziś często jest traktowana jak dział od eventów, rozdawania benefitów i pilnowania, żeby „wszyscy się lubili i dobrze czuli”. HR często wykorzystuje się też jako strażników szlabanu. Między innymi przez to PR branży rozjechał się jak 30 letni Volkswagen Passat, który niby jeszcze działa, ale tylko do pierwszych przymrozków i jak nie pada deszcz.
Powodów tego rozklekotania jest sporo. Jednym z istotniejszych jest to, co przez lata HR wyprawiał w social mediach, a szczególnie na Linkedin. I tak, mam na myśli te wszystkie infantylne, wtórne i często odklejone od realiów posty, które miały budować wizerunek nowoczesnego HR, a w praktyce zrobiły z HR królestwo memów. Zaraz po politykach, księżach, kołczach i mówcach motywacyjnych HR-owcy są w ścisłej czołówce satyrycznej.
Autoparodia. Opowieści dziwnej treści z przedszkola.
Nie wiem kiedy dokładnie HR w social mediach skręcił w stronę przedszkola, ale stało się to z zaskakującą łatwością. Zamiast merytorycznych treści dostaliśmy festiwal banałów i emocjonalnych opowieści na poziomie gazetki szkolnej.
Przykłady? Proszę bardzo:
„Pokolenie Z chce, żeby było miło w pracy” – bo przecież inne pokolenia marzyły o smutnej, szarej egzystencji i szefie tyranie.
„U nas w pracy wszyscy mówimy sobie na Ty” – wow, rewolucja. Tylko że w ogłoszeniu o pracę nadal brak widełek płacowych.
„Mamy świetne benefity!” – ale za to zero konkretów o warunkach zatrudnienia.
„Kochamy feedback i kulturę otwartości” – chociaż i tak feedbacku nie używamy, a otwarci jesteśmy tylko na miłe słówka i klepanie się po plecach.
„Różnorodność jest kluczowa” – ale nie u nas w HR, tu wszystkie mamy być takie same.
„HR z empatią to podstawa sukcesu” – empatia to takie coś jak lubisz Panią z HR, a jak nie lubisz, to nie ma empatii.
To jest autoparodia. Tyle że nieśmieszna, bo spora część branży sama siebie przedstawia jako klub dobrego samopoczucia, w którym główną misją jest rozdawanie uśmiechów, a nie rozwiązywanie realnych problemów biznesowych. Stąd alegoria „balonowy HR”.
Ciągłe udowadnianie, że HR jest potrzebny… w tonie służebnym.
Kolejna rzecz, która podkopuje wiarygodność HR, to obsesyjne powtarzanie, że HR jest niezwykle ważny. Bez przerwy. Na Linkedin, w prezentacjach, w rozmowach z zarządem.
Problem? Brak argumentów. Zamiast twardych danych – emocjonalne apele. Zamiast przykładów wpływu na wyniki firmy – ogólniki i hasła motywacyjne.
Dlaczego tak jest? Bo część HR-owców nie potrafi (albo nie chce) pokazać swojego realnego wpływu na biznes. Łatwiej jest opowiadać o tym, jak „budujemy kulturę organizacyjną” i „jesteśmy blisko ludzi”, niż pokazać konkretne liczby: spadek rotacji, skrócenie czasu rekrutacji, wzrost zaangażowania.
To jest komunikacyjny błąd strategiczny – jeśli musisz w kółko mówić, że jesteś ważny, to znaczy, że nie potrafisz tego udowodnić w praktyce. Stąd nasilenie takich narracji.
I zgadnijcie co potem – te same osoby piszą potem na Linkedin o „strategicznym HR”.
Hejka, srejka… ale my jesteśmy tacy fajni.
Czy tylko ja mam wrażenie, że część komunikacji HR wygląda jakby była zaczerpnięta z licealnego kółka wsparcia? „Hejka, mamy kawusię i chill room, jesteśmy mega otwarci, wpadnij do nas!” – serio, to jest przekaz do dorosłych inteligentnych ludzi?
Jakim cudem do poważnej roli w HR trafiają osoby, które komunikują się w tak infantylny sposób? Powody są proste:
Rekrutacja do HR często odbywa się na zasadzie „sympatyczna osoba, fajnie gada, to się nada”.
Brak szkolenia z komunikacji jakiejkolwiek – bo przecież „każdy umie pisać posty na Linkedin”.
Mylenie „bycia miłym” z „byciem profesjonalnym”.
Efekt?
Treści, które powinny budować zaufanie do branży, przypominają relacje z wycieczki klasowej do Legolandu.
Albo nawet gorzej, czasami wygląda to jak relacja z pielgrzymki do Lichenia.
A to nie tak powinno wyglądać.
Balonowe imprezy branżowe.
Eventy HR-owe od lat mają tę samą agendę: odkrywanie, że trawa jest zielona, a woda spływa z góry na dół. I że trzeba się lubić, bo trzeba się lubić.
Konferencje, na których od dekady powtarzacie to samo: „pracownicy są ważni”, „kultura organizacyjna to klucz”, „rozmowa jest podstawą relacji”. A wszystko w otoczce balonów, gadżetów i „networkingu” polegającego na robieniu sobie wspólnych selfie.
Dlaczego tak jest? Bo to bezpieczne. Mówienie trywialnych banałów nie wymaga odwagi ani przygotowania, ani też niespecjalnie obciąża mózg. Nikt się nie obrazi, nikt się nie narazi, nikt nie zada trudnych pytań. Branża woli klepać się po plecach, niż skonfrontować się z realnymi wyzwaniami – czyli: brakiem zaufania, niskim poziomem kompetencji w niektórych obszarach, problemami z mierzeniem efektywności, zmianami społecznymi, trudami rynku pracy.
Mówią sami do siebie.
Wizerunek HR-owca w wielu firmach jest dziś problematyczny i zamiast to zmienić, część osób w branży powiela te same błędy komunikacyjne w nieskończoność.
Klasyk to pisanie postów i artykułów, które czytają tylko inni HR-owcy. Język pełen branżowego żargonu, niezrozumiałego dla kogokolwiek spoza środowiska. Treści, które mogłyby edukować biznes, są zamknięte w bańce, w której wszyscy wzajemnie posypują się lukrem i odkrywają jakże to ważne i inspirujące i jakie to nowe i jakie zjawiskowe. A to wszystko już było 10 000 razy.
Wtedy reszta świata albo zasypia, albo się z tego śmieje.
Albo ucieka.
HR nadaje sam do siebie.
Inteligencja społeczna. Brakujący element układanki.
Brakujący, choć oczywiście niejedyny. Ale w tym felietonie ku niemu zmierzamy lotem nurkowym.
Temat jest złożony i trudny, ale trzeba to powiedzieć wprost, część ludzi z branży HR ma słabo rozwiniętą inteligencję społeczną. Nie chodzi o IQ, dyplomy, czy certyfikaty z kursów, albo jakieś żartobliwe talenty Gallupa. Chodzi o realną umiejętność czytania otoczenia, sytuacji, ludzkich reakcji, dopasowania komunikatu do odbiorcy, faktycznego rozumienia różnorodności – też tej intelektualnej.
Mówiąc młodzieżowo – chodzi o umiejętność ogarniania.
Dlaczego powstają monokultury w HR?
Rekrutowane są ciągle osoby podobne do siebie – bez różnorodności w myśleniu.
Komfort pracy w bańce – brak konfrontacji z innymi punktami widzenia.
Strach przed zmianą – łatwiej trwać w znanym sobie bunkrze.
Brak presji biznesowej – jeśli zarząd nie wymaga twardych wyników, to nie ma motywacji, żeby je dostarczać.
Mimo spadku wiarygodności branży niestety wielu HR-owców nie chce nic zmieniać, lub podejmują działania pozorowane. Zmiana wymaga odwagi, autokrytyki i wyjścia poza bezpieczne schematy. A na to jak widać brakuje nie tylko autentycznych chęci, ale i wspomnianej inteligencji społecznej.
To wymaga również odwagi.
Balonowy HR. Ta epoka pomału się kończy. Felieton refleksyjny o kondycji wizerunkowej branży HR.
Wszystkiego dobrego.
Job coaching i jego pułapki. To też przeczytaj.
LINK:
https://dobryhr.eu/doradztwo-zawodowe-coaching-i-test-gallupa/
Autor: Jakub Iciaszek
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Potrzebujesz profesjonalnego CV lub doradztwa kariery?
A może marketingu na Linkedin lub strategii marketingowej?
Masz problemy z rekrutacją pracowników?
Zapoznaj się w takim razie z moją ofertą.
LINK:


